btfGdy tylko dowiedziałem się o organizowaniu we Wrocławiu Thrash Festu wykazałem daleko idące zainteresowanie. Takiej imprezy to jeszcze tu nie było, szczególnie, że okazją były… urodziny pałkera Mosherz, z inicjatywy to którego zorganizowano fest, jak i wybrano kapele. Zainteresowanie zmieniło się w postanowienie absolutnego przybycia, gdy zobaczyłem, kto będzie grał, a postarano się naprawdę nieźle.

Myliłem się. Postarano się kurewsko dobrze, a z imprezy wracałem półżywy, ale o tym potem.

Dziewiątego kwietnia bieżącego roku pańskiego udałem się pociągiem do Wrocławia, z błogosławieństwem Potężnego Chaos Vault. Pokrzepiwszy się najpierw, w miejscu noclegu, kilkoma puszkami złotego nektaru około godziny osiemnastej trzydzieści wybrałem się do Ciemnej Strony Miasta, gdzie cała impreza miała swe miejsce.

MosherzDo klubu stawiłem się z lekkim poślizgiem z uwagi na spóźnienie tramwaju, ale zdążyłem akurat, gdy grała w najlepsze kapela solenizanta, Mosherz. Muszę przyznać, jak na debiut sceniczny wypadli nadzwyczaj dobrze chłoszcząc publikę soczystymi riffami i niezgorszym wokalem gardłowego. Warto będzie mieć ich na przyszłość na uwadze, bo jeśli chłopaki będą nadal utrzymywać obecny poziom i piąć się od niego ku wyżynom thrash, to będzie to naprawdę zacny band.

Gdy Mosherz zakończyło manewry sceniczne udałem się uzupełnić płyny. Przy okazji pochwalę Ciemną Stronę Miasta, albowiem polewali tam zacnym Skalakiem choćby, a i pszeniczne piwko można było sobie strzelić. W międzyczasie zarządzono komisyjne odśpiewanie „sto lat” jubilatowi, co uczyniono chętnie i głośno. Jak świętować – to z przytupem.

DiscordiaTymczasem na scenie rozlokowała się wrocławska Discordia. Przyznaję, nie znałem ich wcześniej, ale gdy tylko zaczęli grać nogi aż same rwały się do tańca, więc rzuciłem się do pląsów. Zresztą nie tylko ja, bo tłumek pod sceną zrobił się już zacny, a kapela cięła w najlepsze soczysty thrash. Wielki plus dla nich za świetnie odegrany cover Sodom „Agent Orange”, a już porwali wszystkich całkowicie równie genialnym coverem Motorhead – kvltowym i energicznym „Ace of Spades”. Wykonanie tegoż było naprawdę wyborne, co publika przyjęła niezwykle entuzjastycznie odśpiewując kawałek wystarczająco głośno, by Lemmy usłyszał go sącząc z Dio drinki, po drugiej stronie.

Brudny1Gdy muzyka przestała grać i zespół zaczął się zwijać sądziłem, że czeka mnie chwila oddechu i uzupełniania płynów. Niedane mi było. Albowiem na scenę wkroczył Brüdny Skürwiel. Przyznaję, dla głównie dla nich tu przyjechałem. Sama kapela zdążyła obrosnąć już swoistym kvltem i byłem niezwykle ciekaw, czy faktycznie to kawał niszczącej obiekty muzyki. To nie była muzyka. To nie było nawet granie. To był istny żywioł. Jak tylko zaczęli od „Drink, Fuck & 666” pod sceną rozpętały się zamieszki. Zespół nakurwiał czystą przemocą czerpiąc z tego widoczną frajdę (doskonale widziałem zadowolonego z siebie Ola choćby), zaś Fapi uwijał się dosłownie jak opętany na scenie wypluwając płuca, bluźniąc i zachęcając wszystkich do zadawania sobie nawzajem ciężkich obrażeń (z czego większość, z piszącym włącznie, skorzystała chętnie), także w postaci ściany śmierci. Z sceny leciały petardy za petardą, takie, jak „Toxic Death”, „Fuck Christ!”, „Queen of Hellfire”, „Christraping BlackThrash”, czy też “Queen of Hellfire III”, jak widać, więc przekrój muzyczny zahaczył nawet o ostatni split z Nunslaughter. Dodatkowo według ich słów zagrali w swoim nieskończonym miłosierdziu uraczyli publikę dwoma nowymi, soczystymi kawałkami, na zakończenie zaś przywalili solidnie „Evil Rock’n’Roll”, oraz jeszcze raz „Toxic Death” na bis dla solenizanta.

Zmęczony, zdeptany i pobity udałem się po zasłużony napój do wodopoju, tym razem przepyszne pszeniczne chłodziło przyjemnie. Korzystając z chwili spokoju obczaiłem bogate stanowisko z Mercem, gdzie dominowały głównie rzeczy od Terrordome, choć i z boku stało, co nieco od Testera Gier.

Tester GierTymczasem popisy zaczął już wspomniany Tester Gier z najsympatyczniejszego miejsca na w Polsce – Sosnowca. Wiedziałem, że istnieją na scenie, że coś tam działają, ale jakoś nie miałem okazji nigdy ich przesłuchać dokładniej, może też, dlatego, że co i rusz ktoś z moich znajomych sapał, że mu nie pasuje to granie. Cóż, dowodzi to tylko, iż najlepszym sposobem poznania czegoś jest empiryzm, a doświadczenie tego wieczoru było po prostu świetne. To był kawał wesołego i skocznego crossoveru gdzie tłumek pod sceną był równie pokaźny jak i przy Brüdnym Skürwielu. Słyszałem uwagę, że blisko im do Lich Kinga. Możliwe, ze względu na jajcarstwo, ale słuchając Testera nie miałem poczucia zażenowania tylko dobrej zabawy.  Uwagę przykuwał wesoły fakt, iż jeden z wokalistów miał upstrzony naklejkami lejek, przez który wlewano publice piwo wprost do spragnionych gardeł. Przyjemnie się tego słuchało i obserwowało crowdsurfing i harce przy muzykach. Jeśli w pobliżu będą jeszcze kiedyś grali nie omieszkam się wybrać.

Następny miał grac Rusted Brain, ale biję się w piersi przegadałem z bdb kolegą i paroma sympatycznymi osobami ich występ, choć słuchając jednym uchem, co jakiś czas odnotowałem, ze grają poprawnie.

Gdy na scenę w końcu wtoczył się Terrordome było już po północy. Widać było wyraźnie, iż część publiki nie wytrzymała natłoku decybeli (i piwa) i zaczynała wspierać ściany cicho pochrapując, jednak wciąż spora grupa, w tym ja, czekała na Krakowiaków. I warto było, bo odstawili świetną sztukę pokazując, że w pełni zasługują na wszelkie peany na ich cześć. Pamiętam, że chętnie odgrywane były kawałki z ostatniego długograja, w tym tytułowe „Machete Justice”, „Favourite Sport: Mosh”, czy miłosne zaproszenie dla fanek,”Welcome to Bangbus”. Trafił się także wałek z ostatniego splitu z Chaos Synopsis, „Nothing Else Fuckers”. Występ na pewno doceniłbym bardziej gdybym już nie był krzynkę zmęczony długim dniem, heheh, ale i tak warto było czekać na tych crossoverowych wymiataków.

Konkludując: Breslauer Thrash Fest okazał się fenomenalną imprezą. Około dwieście osób, sześć świetnych kapel, z czego żadna nie okazała się słabizną i Brüdny Skürwiel. Oni wygrali ten wieczór, jak dla mnie.

Kto nie był, niech żałuje! Ja na pewno pojawię się na następnej edycji, bo zaczyna się już przebąkiwać o planach.

Zdjęcia dzięki uprzejmości, dobroci i miłosierdziu Monika Wawrzyniak Photography

https://www.facebook.com/Monika.Wawrzyniak.Photography/