Blindead, Moaft, Moanaa; Rzeszów, Klub Pod Palmą, 9.11.2014

blindeadTo będzie chyba najkrótsza relacja koncertowa w historii Chaosa Nie dlatego, że się schlałem jak prosie i leżałem we własnych wymiocinach przed wejściem. Nie dlatego, że mi się autobus spóźnił albo pan na bramce stwierdził, że mój strój nie pasuje do atmosfery imprezy. Nie.

blindead1Cała sytuacja wynikła z nazwijmy to, „nieporozumienia” związanego z rozpoczęciem imprezy. Jak idę na koncert to wiem, o której ma się rozpocząć. Po to właśnie wymyślono wydarzenia na „fejsie”, żeby nie dochodziło do nieporozumień z tym związanych. Na stronie i na bilecie widniała godzina 19 jako moment rozpoczęcia imprezy. Plan miałem wiec taki, że pośpię sobie jeszcze trochę przed koncertem („Dzicz” w Warszawie mnie trochę zmęczyła hehe) i przed 19 wybiorę się do klubu. Daleko nie miałem wiec stwierdziłem, że zameldowanie się w knajpie 15 min po otwarciu bram jest pomysłem dobrym. Coś mnie jednak tchnęło. Postanowiłem sprawdzić jeszcze stronę wydarzenia. Patrzę a tam pisze, że otwarcie bram o 17.30, start o 18.00 i o 19.20 już ma grać Blindead. Przetarłem oczy ze zdumienia. Na początku myślałem, że ktoś sobie jaja robi, ale post dodał sam klub. Ubrałem się ekspresowo, chwyciłem aparat i pobiegłem do klubu. W dalszym ciągu nie mieściło mi się to w głowie, ale gdy wpadłem do knajpy i spotkałem znajomych wszystko okazało się prawdą.

blindead2Przegapiłem dwie kapele: Moaft i Moanaa za co chciałem w tym miejscu przeprosić. Chciałem zobaczyć, ale się nie dało. Uważam za skandal, że dwóm młodym kapelom dano w sumie godzinę na zaprezentowanie swojej twórczości. No kurwa… Bez przesady. Ja bym się na ich miejscu wkurwił poważnie. Ale całość zamieszania nie wynikła ze złej woli organizatorów czy kapel a klubu. Wspaniała knajpa „Pod Palmą” nastawiana jest na zabieranie pieniędzy przelanych przez starego na koto typowego studenta. Kiedyś w tej knajpie działo się coś wartego uwagi. A teraz… Kurwa jak nie „palmowy dancing” to „czwartkowa dyskoteka” albo koncert jakiegoś zasranego Happysad. Oczywiście to, co studenci lubią najbardziej i to, na czym można bić największą kasę. Jak już przyjdzie co do czego, ktoś chce zorganizować ciekawy koncert to musi wypierdalać przed 21, bo tabun studentów musi sobie pośpiewać  „Majteczki w kurwa kropeczki”.  Nie dość, że w Rzeszowie sensowny koncert zdarza się raz na pół roku to jeszcze takie historie. I zapomniałbym o najważniejszym. Informacja na temat zmiany godziny rozpoczęcia imprezy pojawiła się 8 godzin przed jej planowanym początkiem… Czy tylko ja widzę tu coś pojebanego? Spróbuje skończyć już to narzekanie. Blindead udało mi się zobaczyć, piwko zdążyłem wypić (jedno) wiec dramatu nie było. Wróćmy wiec do momentu, w którym wpadłem do klubu. Spotkałem paru znajomków, zamówiłem piwko i rzuciłem okiem na merch. W sklepiku trochę stuffu kapel wspierających, klika koszulek i dwa ostatnie wydawnictwa Blindead. Niestety, nic nie nabyłem, bo w Warszawie, na „Dziczy” puściłem przelewem większość pieniędzy hehe. Poszedłem wiec pod scenę, ulokowałem się blisko barierek i czekałem.

blindead3Po jakiś 10 minutach na scenie był już Blindead. Ciekaw byłem tego koncertu. Tak jak napisałem w recenzji „Absence”: chcę sprawdzić numery z tej płyty na żywo. I sprawdziłem. Wypadają znakomicie. Choć w przypadku tej trasy jest to trochę bardziej skomplikowane. Ten objazd po Polsce ma promować płytę „Live At Radio Gdańsk”, która zawiera nie tylko numery z „Absence”. Na tym koncertowym krążku kawałki są też zupełnie inaczej zagrane, więc trochę ciężko to ocenić. Bardzo miłym gestem ze strony zespołu było zaproszenie na trasę gości, którzy pomagali im ta płytę nagrywać.  Zaczęło się od zagrania dwóch numerów z „Absence” w wersji znanej z tej płyty. Potem przyniesiono na scenę krzesła. Atmosfera zrobiła się bardziej kameralna i rozpoczęło się odgrywanie numerów z płyty koncertowej. Fajnie to wszystko wyszło. Klimat był. Szczególnie ciekawie prezentowały się numery z „Affliction…” Potem zniesiono krzesła i koncert już w pozycji stojącej trwał nadal. Nie potrwał jednak długo. Z tej ostatniej części najbardziej utkwiło mi w pamięci wykonanie numeru „a7bsence”, w którym pod koniec na perkusji grało aż trzy osoby. Bębenki mogły popękać od nadmiaru decybeli hehe. No i jak mogłem zapomnieć o kolejnym bardzo ważnym elemencie. Rewelacyjne wizualizacje. Za zespołem była rozwieszona pokaźnych rozmiarów kurtyna, na której wyświetlano tak pojebane obrazki, że ciarki przechodziły. Załapałem się raz na tym, że wyłączyłem się zupełnie z muzyki i tylko patrzyłem na ekran. Blindead dano około godziny na prezentacje swojej muzyki. Trochę za mało…

Miałem niedosyt. Nie dość, że nie zobaczyłem supportów to otrzymałem krótki koncert. Na szczęście Blindead to nie byle jaka kapela. Mimo tych niedoróbek i dziwnych sytuacji chłopaki stanęli na wysokości zadania i odegrali świetny koncert. Jeśli będzie okazja to z przyjemnością ich jeszcze zobaczę na żywo. Mam tylko nadzieje, że nie w tym nieszczęsnym klubie…

A więcej zdjęć tutaj.

 

Autor

663 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *