Ascended Dead, Impetuous Ritual; Wrocław, Klub Liverpool; 19.07.2019

Trochę zjebany jest ten rok koncertowo. Nie, nie mówię o składach, bo te często są przemocne, ale o fakcie, że najczęściej wypadają w takie dni, że nie ma jak urwać się z roboty, by pójść się odchamić. Dlatego też dowiedziawszy się, że w piątek będzie grane w Breslau, bez namysłu wbiłem na harce. Tym bardziej, że organizator, czyli niezawodne Black Silesia Productions, zadbał, by skład siał zagładę.

We Wrocławiu udało mi się stawić sporo wcześniej, dzięki czemu był czas na ogarnięcie się, przekąszenie czegoś oraz na obalenie zajebistego irish stouta w pubie obok Liverpoolu, w którym miała się zacząć impreza. Pierwotnie miało być równo o 19, jednakże z powodów technicznych otwarcie przesunęło się na godzinę 20. Nie szkodzi, było więcej czasu na inteligentne konwersacje przy trunkach wszelakich.

Nieco po godzinie otwarcia zameldowałem się w klubie. Tam zbicie piątek z bdb znajomymi od serca, szybki rzut oka na merch, który pysznił się na stanowisku Old Temple, a potem pędem na stoisko z merchem kapel. No i dupa. Impetuous Ritual mieli na swojej trasie ich ostatniego pełniaka za 20 zł, po cichu liczyłem, że może jednak parę sztuk się ostało na ten ostatni na polskiej trasie koncert, ale życie brutalnie uświadomiło mi, jak bardzo się myliłem. Otarłszy łzy, zubożyłem mój portfel nabywając to, co jeszcze było i poleciałem szukać ukojenia w zimnym, pienistym. Rychło w czas, bo niedługo po tym zaczęli grać amerykanie z Ascended Dead.

dav

Mocarne to było. Już od pierwszych riffów Wrocław przeorała bezlitosna machina wojenna, zostawiając po sobie jedynie swąd spalonych trupów oraz dogasające zgliszcza. Słuchający zostali brutalnie zmasakrowani już od otwierającego set „Arcane Malevolence”, przy czym kapitalną rolę robiły tam bestialskie riffy przeplatane połamanymi solówkami, które zagłuszały krzyk pomordowanych. Dalej, podsycano nienawiść w „Bloodthirst”, jak również chwalono zagładę w „Dawn of Armageddon”. Wśród dalszych hymnów bestialstwa wyłapałem także „Fissure of Chaos” i „Subconscious Barbarity”. Amerykanie w sumie odegrali niemal całe „Abhorrent Manifestations” z dodatkowymi smaczkami. Koniecznie trzeba też wspomnieć o zamykającym występ coverze Possessed, „Last Ritual”, który kruszył czaszki i siał przemoc na najwyższym poziomie. Wspomnę tutaj, że miałem obawy o frekwencję, bo o ile stolica dojebała na bogato, o tyle w Łodzi było ponoć pustawo. Na szczęście Wrocław nie zawiódł i choć może tłoku nie było, to jednak trochę ludzi się pojawiło.

Po tej nawałnicy konieczna była chwila oddechu przy ćmiku, a następnie uzupełnienie zapasu płynów by potem zająć strategiczne miejsce pod sceną.

dav

Przed koncertem jeden z kumpli rzucił „No to teraz zobaczysz, jak wygląda prawdziwy rynsztunek sceniczny”. W sumie nie kłamał, bo australijskie Impetuous Ritual, które pojawiło się przed publiką odziane było jedynie w przepaski biodrowe oraz karawasze nabijane gęsto gwoździami. Bardziej surowo chyba już się nie dało. Jak już zaczęli, jak już dojebali tym pierwotnym, dzikim graniem to nie było co zbierać. To nie była nawet muzyka, to było coś potężnie złego, zdegenerowanego i prymitywnego, co budziło w ludziach najdziksze instynkty. Najlepszy był fakt, że z rozpoczęciem każdego kawałka publikę taranowała masywna ściana dźwięku będąca pozornym chaosem, z którego jednak po chwili wyłaniały się poszczególne riffy, wokal oraz perkusja. Do tego w trakcie wokaliście poszła struna w gitarze, pomimo to radził sobie perfekcyjnie, tak więc niektórzy zastanawiali się, czy nie było to celowe. Bez znaczenia w sumie, bo liczył się fakt namacalnego zła bijącego z muzy, dzięki czemu też pod sceną zebrało się grono wesoło pląsających. Wśród prymitywnych pieśni można było usłyszeć zaś „Coalescence of Entropy”, „Convoluting unto Despondent Anachronism”, „Verboten Genesis”, „Venality in Worship” czy „Convoluting”. Dawka dzikości była wprost dewastująca.

I koniec. Tego wieczoru pojawiły zagrały tylko dwie kapele, ale za to szerzące przemoc w stopniu pierwszorzędnym. Pozostało więc tylko zebrać cztery litery na spanie. Czy warto było się fatygować do Wrocławia? Zdecydowanie. W szczególności na Impetuous Ritual, które zbezcześciło ziemię, TĘ ZIEMIĘ. Kto nie był, niech żałuje, bo jest czego.

Autor

69 tekstów dla Chaos Vault

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *