antigama rzeszówCały tydzień żyłem w przekonaniu, że Antigama gra w Rzeszowie w sobotę. Na szczęście facebook przypomniał mi w piątkowy poranek, jak bardzo się mylę. Pozmieniałem plany, odwołałem spotkanie i wieczorem udałem się na spacer do „Vinyla”. Dziękuję ci drogi fejsbuczku hehe. Wyszedłem z domu dokładnie w chwili, gdy koncert miał się rozpoczynać. Przewidywałem obsuwę, ale nie przewidziałem tylko jak wielka ona będzie. Gdy wlazłem do knajpy, udałem się do punktu kontroli/sprzedaży biletów celem odebrania akredytacji. Okazało się, że w wyniku niedopatrzenia/nieporozumienia moich personaliów nie było na liście, więc zaopatrzyłem się w bilet i wlazłem do knajpy.

Coś tam już się tłukło na scenie, więc byłem przekonany, że lekko się spóźniłem. Nic bardzo mylnego. To dopiero próba. Poszedłem, więc do baru zamówiłem piwo, pogadałem ze znajomymi, zamówiłem kolejne piwo, spaliłem parę fajek, wypiłem z pół kufla i w końcu Nuclear Holocaust rozpoczyna swój występ. Dodam tylko, że było jakoś przed 21, co według harmonogramu, daje prawie 1, 5 godziny obsuwy. Srogo… Ale w tym momencie przestało mieć to znaczenie, bo moją błonę bębenkową przyjemnie zaczęły łechtać death/grind’owe hałasy. Nuclear Holocaust zostało powołane do życia dopiero w tym roku, ale połowa składu grywa (lub grywała) w Ape to God, który już kilka lat na scenie się przewija. Co do dorobku to Nuclear Holocaust może pochwalić się jednym materiałem demo. Ciekawy byłem koncertu, bo to demo ma tylko 15 minut heheh. Myślę, że nie pomylę się jak napisze, że zostało ono odegrane w całości. Po upływie 15 minut koncertu publika zaczęła rzucać pytaniami: „Gracie demo jeszcze raz, od początku?”, „Chyba wam się już kawałki skończyły?”, albo: „Czy wy gracie cały czas ten sam numer?” hehe. Jak nie trudno się domyślić sporo numerów odegranych na żywo pochodziło z nadchodzącego wydawnictwa. Nie zostało sprecyzowane czy to EP, kolejne demo czy może pełniak. Co do samego występu: mi się podobało. I nie tylko mi. Kilku dżentelmenów w koszulkach zespołu rozpoczęło niewielki młyn pod sceną, ale jakoś nie mogli się doprosić, żeby ktokolwiek do nich dołączył. A było, do czego pohulać, bo koncert naprawdę żywiołowy i zagrany na kompletnym luzie. Żadnego kija w dupie po prostu grind ’n’rollowy fun! Byłem pod wrażaniem. Nie sądzę, żebym w domowym zaciszu miał ochotę analizować w pełnym skupieniu każdy dźwięk ich muzyki, ale koncert naprawdę w pytkę. Chyba wszystkim się podobało.

Po zejściu Nuclear Holocaust ze sceny udałem się po kolejny browarek i przegadałem antrakt ze znajomymi. Pod scenę poszedłem już, gdy X robił sobie rozgrzewkę. Bardzo byłem ciekawy tej kapeli. Informacji o nich praktycznie nie ma bądź, jest ich bardzo niewiele. Goście określają styl swojej muzyki, jako doomspeed. Te dwa numery, które można wyszperać na youtube mnie niezmiernie zaintrygowały i postanowiłem badać ten koncert od pierwszego dźwięku. Scenę zalewa mgła i się zaczyna. Rozjebał mnie wokalista, który wyglądał jak kierowca amerykańskiej ciężarówki (tylko brakowało mu ze 100 kilo żywej wagi) i jeszcze miał na sobie koszulkę z Michaelem Jacksonem. Coś mi podpowiadało, że będzie to koncert nietypowy, ale to, co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania. Sama muzyka to jakaś jebana hipnoza. Czułem się jak naćpany. Zastanawiałem się, kiedy poczuję wspaniały, słodkawy zapach i ktoś poda mi lola hehe. Jakby to czytała policja kryminalna: nic takiego nie miało miejsca a lol to taka gra komputerowa.  Ale faktycznie muzyka X jest jak narkotyk. Myślę, że najlepszym świadectwem tego jak głęboko wessał mnie ten koncert niech będzie fakt, że stałem z połową kufla piwa i po skończonym występnie stwierdziłem, że mam go nadal tyle samo. Zapomniałem o tym, że trzymam kufel, zapomniałem kurwa o wszystkim. Niesamowity występ! A i zapomniałem w sumie o najważniejszym hehe. Wyżej wspomniany wokalista: przechuj! Tylko to słowo przychodzi mi do głowy. Gość wydawał z siebie potężną paletę dźwięków: od czystych śpiewów, przez wrzaski, piski, growle po beatboxing. Jakby tego było mało, to jeszcze koleś tarzał się po scenie, wykonywał przedziwne ruchy oraz mierzył wszystkich wzrokiem psychopaty. Zastanawiam się też jak opisać Wam muzykę wykonywaną przez X. Dumałem nad tym długo… Myślę, że to coś jak wypadkowa Neurosis, Shining (tego ze Szwecji) i Sun O))). Takie ja mam skojarzenia. Wielkie wrażenie zrobił na mnie ten koncert. Polecam każdemu zobaczenie X na żywo. Nawet jeśli nie jesteście wielbicielami muzycznych kombinacji, to sam performance artystyczny jest na tyle ciekawy, że warto poświęcić swój czas, żeby tego iksa sprawdzić. Ja dawno tak pogruchotanej szczeki z podłogi nie zbierałem.

Ale czas dopić ciepłą końcówkę piwka, zamówić kolejne. Potem pecik, kolejne dyskusje i słyszę, że Antigama zaczyna grać. Postanowiłem jednak dokończyć rozmowę oraz peta i tak się jakoś złożyło, że pod sceną znalazłem się, gdy zaczynali grać „Stop the Chaos”. Wydaje mi się, że przed tym kawałkiem leciały numery z najnowszego wydawnictwa, ale stuprocentowej pewności nie mam. Potem poleciał kolejny tytułowy kawałek, tym razem z płyty „Meteor”. Potem znowu powrót do najnowszego wydawnictwa, czyli numery: „Used To” i „Randomize the Algorithm”. Publika bawiła się świetnie. Ja nie mogłem skoczyć w tany, choć miałem wielką ochotę. Niestety: starość nie radość, młodość nie wieczność kolano się zjebało i aktualnie to mogę sobie dyńką pomachać i to w nie najgęstszym tłumie. Potem zostałem zawezwany na wódeczkę, domówiłem też piwka i tak mi jakoś czas miło płynął, że o koncercie trochę zapomniałem. Do moich uszu dotarł jeszcze jeden znajomy i bardzo lubiany kawałek, czyli „The Land Of Monotony” zamykający „The Insolent”. Tak trochę „po macoszemu” potraktowałem koncert Antigamy, ale tyle razy ich już na żywo wdziałem, że wolałem sobie pogadać ze znajomymi, których nie wdziałem w chuj. Prawda jest jednak taka, że koncerty dają znakomite, wydają znakomite płyty i oby tak dalej.

Pod koniec naszła mnie też refleksja, co do frekwencji: było słabo. Na początku było naprawdę mało ludzi. W okolicach 20.30 było około 50 osób. Może. A przypominam, że 20.30 to był czas godzinę po planowanym rozpoczęciu. Pod koniec niewiele się zmieniło i mam duże wątpliwości czy ilość ludzi zbliżyła się do setki. Jak na piątek i Antigamę to w chuj słabo. Gdy poprzednio grali w Rzeszowie (na trasie New Dimension Tour z Rape On Mind) było przynajmniej dwa razy więcej ludzi. Z czego to wynika? Chyba z chujowej promocji koncertu. Plakatu nie widziałem żadnego, nie pojawiały się żadne „przypominajki” w necie i jakbym nie dołączył do wydarzenia na fejsie to niechybnie bym na ten gig nie dotarł, bo zwyczajnie bym zapomniał. Ale dość już biadolenia. Koncert bardzo udany, wszystkie kapele dały redę. I pamiętajcie, żeby sprawdzić ten X, bo chłopaki odpierdalają takie show, że nie mam słów!