crbmRzadko jestem zapraszany na urodziny, sam nie wiem dlaczego, przecież taki kulturny chłopak ze mnie. Ale tym razem mi się udało, a okazja nie byle jaka, bo ćwierćwiecze istnienia rzeszowskiego Cerebrum. Ubrałem więc galową ramoneskę, wypastowałem glany jak lakierki, pół litry owinąłem w szary papier i udałem się do klubu Vinyl.

Po drodze minąłem duży bilbord z panem Jezuskiem i napisem „To Ty Go Ukrzyżowałeś”, co od razu wprawiło mnie w dobry nastrój, hehe. Pod klubem stawiłem się gdzieś w okolicach dobranocki, przywitany zresztą na samym wejściu przez głównego Jubilata – Gumę! To ci kultura, gdy jubilat wita gości w drzwiach! Wtarabaniłem się do środka i udałem się do szatni, gdyż plecak wypełniony miałem sześcioma kilogramami makulatury w postaci zinów dla miłej koleżanki, jak również sztukami dwójeczki kejosa na handelek.

Co dziwne, byłem praktycznie sam w klubie, poza chłopakami z Excidium i przyznam, że zasromałem się z tego powodu – czyżby rzeszowscy metalowcy mieli w dupie taki zacny jubileusz? Szczęśliwie z czasem zaczęło ludzi przybywać, a pod koniec zrobił się już dość pokaźny tłumek. Jeszcze piweczko zanim chłopacy z Excidium wtarabanią się na scenę i już można zaczynać.

cerebrumNie pamiętam ile razy widziałem ich na żywca, ale to był chyba pierwszy raz, gdy widziałem ich w końcu w stanie niemal trzeźwym (nie licząc jednego browara przed), hehe… Ostatnio trochę mniej grają, ale wiadomo, że nie o ilość chodzi, lecz o jakość. No to teraz oczywiście sporo kolesiostwa będzie – panowie ogrywają na koncertach już nowy materiał i muszę powiedzieć, że mi on bardzo robi, oj bardzo. Zasadniczo ze starych kompozycji to zagrali chyba tylko „Decimation” i na sam koniec „Blackened Thrash Assasins”, z gościnnym udziałem Maryjana w postaci darcia ryja do mikrofonu. Cóż powiedzieć  – ich black / thrash metal był zajebistym rozpoczęciem całych cerebrumowych urodzin, nawet udało się rozkręcić niewielki młyn, ale nikt nie chciał dołączyć do niego za bardzo. Wiadomo, w metalu nie chodzi o przepychanie się pod sceną, ale o sztukę przez duże „sz”, więc reszta metalowców stała i się patrzyła – chwilami więcej osób robiło zdjęcie kapeli niż brało bardziej czynny udział w gigu. Z kronikarskiego obowiązku zaznaczę tylko, że niniejszy koncert był ostatnim gigiem Violatora – ładnie się chłopaki pożegnali, nie powiem. Trochę szkoda, że sporo thrash metalowców rzeszowskich, którzy jeszcze do niedawna licznie zasilali gigi odpłynęło już jak widać od tego typu aktywności, nie wiem, może wydorośleli i już nie lubią hałasu…

epitomeExcidium zeszło ze sceny i nastąpiła zmiana pokoleniowa – na ich miejsce wskoczyli starzy wyjadacze z death/grindowego Epitome pod wodzą Kiszki. I też pięknie, bo jak ja zawsze za grindem średnio, to jednak Epitome bardzo lubię. Co prawda spóźniłem się na ich gig z jakieś pięć minut, bo z Sali barowej nie usłyszałem, że na scenie już chodzi maszynka do mechanicznego oddzielania skóry od kości i mięsa. Czterech chłopa w upapranych juchą lekarskich ciuszkach nakurwiało bardzo zgrabnie i z kopem. Dużo materiału pochodziło z ostatniej płyty kapeli, ale można było też usłyszeć starocie, że przytoczę na przykład „Two Spanish Flies”, którą wokalista kostek raczył nazwać romantyczną piosenką. No fakt, chwytała za serce i inne organy, hehe… Chwilami wydawało się, że scena dla tych czterech była jakby ciasna – a to oznacza tylko, że było bardzo dobrze. Zresztą nie wyobrażam sobie grindowej grupy, która stoi jak kołki. U Epitome tego nie było, co zaowocowało też tym, że przyciągnęli jednak więcej osób pod deski, między innymi sporo starszej gawiedzi. Zakończyli natomiast przeróbką „Zombie Apocalypse” Wiadomo Kogo, po czym podziękowali, powiedzieli „dobranoc” i zeszli na bakstejdż. Bardzo fajny gig, kto nie był, niech żałuje!

neolithTrzecim zespołem był Neolith, kapela która też liczy sobie kilka ładnych latek. Muszę zawieść jednak ich fanów, którzy liczyli na relację z ich koncertu – nie obejrzałem go, bo przedłożyłem nań spotkania piwno – towarzyskie z excidiumowcami i innymi osobami. Może następnym razem obejrzę ich set i coś napiszę, tym razem jednak musicie się obejść smakiem.

cerebrum1No i na koniec główny powód bytności maniaków w ten sobotni wieczór w Vinylu (a trzeba Wam wiedzieć, że specjalnie dla Cerebrum przylazło sporo osób, których nie widziałem na koncercie od dobrych kilku lat). Ze starego składu Cerebrum ostał się już jeno Gumiś, ale z okazji dwudziestopięciolecia na koncercie gościnnie zagrał też na przykład Szpaku. Cholera, fajnie, że Cerebrum dalej ciągnie ten swój wózek z uporem maniaka, ba – kilka dni przed koncertem premierę miała ich najnowsza płyta „Wrzaskun”, zresztą z której materiał też był odegrany na tym secie. Całkiem zresztą dobry, choć właśnie na żywca słyszałem go po raz pierwszy. Cóż mogę rzec – mieliśmy przekrój przez dyskografię kapeli. Młodsi członkowie poradzili sobie na scenie, ale gdyby oceniać wiek po zachowaniu na deskach to powiedziałbym, że i tak najmłodszy z nich to Guma, hehe – serio, ten typ, który na co dzień jest przemiłym i spokojnym gościem, po wejściu na deski się przepoczwarza w dzikie zwierze z ADHD. Nie ma stania i niemrawego odśpiewywania kawałków, tu mamy niemal teatr, hehe – każda linijka tekstu ma osobną mimikę i choregorafię, więc bardzo fajnie. To wszystko sprawia, że nie Cerebrum wciąż zachowują się na scenie jakby tyle co wydali pierwszą demówkę – jak widać muzyka konserwuje. Koncert był naprawdę spoko, mimo jakichś tam problemów ze sprzętem (jak pech to pech, bo poprzednicy akurat nie mieli w tej kwestii powodów do narzekań). Ja byłem ukontentowany, reszta zgromadzonych zresztą również.

Całość skończyła się jakoś przed północą, ale że dobrze się nam siedziało w gościnie u Cerebrum to i jeszcze po koncercie  nie ewakuowaliśmy się od razu, tylko urządzili nocne Polaków rozmowy przy butelce piwa, w doborowym towarzystwie. Jednak wraz z wychylanymi kuflami powoli opadały z nas już siły, więc około drugiej w nocy podjęliśmy decyzję o opuszczeniu lokalu, tym samym oficjalnie kończąc imprezę pod nazwą Dwudzieste Piąte Urodziny Cerebrum.

Gwoli podsumowania, życzę wszystkim zespołom, żeby trzymały się tak dobrze jak Cerebrum, najstarsza kapela w Rzeszowie. Samemu Cerebrum zaś życzę dobicia i do złotej rocznicy – na pewno się stawię. I jeszcze raz – najlepszego i zdrowie Jubilatów!