Wydawca: Seven Gates of Hell

Przyszło. Samo wskoczyło do odtwarzacza i przesłuchało się. Tyle co ja sam musiałem skleić parę zdań. Można powiedzieć -płyta ideał. Dodatkowo, mam wrażenie, że wielu się spodoba.

 

Nazwa mi znana, chociażby z tego, że recenzowałem debiutancki krążek. Powiem szczerze, średnio go teraz pamiętam, ale wydaje mi się, że spory udział, miała tam elektronika, którą byłem łaskaw określić ambientem, ze względu na wcześnie konotacje Molocha – jedynego odpowiedzialnego za projekt Zorormr. Tak szczerze powiedziawszy, to nie spodziewałem się po „IHS” takiej dawki energii, jaką dostałem, a ta wręcz wylewa się z poszczególnych utworów. Podstawę stanowi tutaj black metal – mało skomplikowany, żeby nie rzec – prosty. Wada? W żadnym wypadku. Daje on całej muzyce energetycznego kopa.  Wstawek syntetycznych – że tak się wyrażę – zdecydowanie mniej, niż na debiucie (są jednak słyszalne, vide „The Heart od Darkness”). Dynamiczny i agresywny muzyczny przekaz – to przede wszystkim Moloch poleca na swoim drugim krążku pod szyldem Zoromr. Nie ogranicza się on tylko  i wyłącznie do jednego  gatunku. Całość spaja zauważalna i przemyślana wizja . Moloch wrzuca tutaj swoistego rodzaju muzycznego bękarta ( mam niejasne wspomnienie, że w przypadku debiutu też tak było) odznaczającego się na tle całej rodziny. Wcale nie gorzej, bo „Show no Mercy!” to kawałek thrashowego mięsa ( w sumie z takim tytułem to czym by mógł być?). Moim prywatnymi faworytami jednak – mam wrażenie że nie tylko moimi – są „Harrowing of Hell” (mocarny kawałek z lirycznym nawiązaniem do tego co działo się z przywódcą pewnej heretyckiej sekty w Wielką Sobotę; a także za grekę na koniec!) i ostatni na płycie „I’m Become Death (jakaż kurwa piękna apokalipsa). Dwa słowa o gościach i brzmieniu. Ci pierwsi robią tutaj sporą robotę. Icarnaz z Devilish odpowiedzialny jest za całą perkusję. Wokalnie udzielili się m.in. Cezar i Shadow. Ten ostatni we wspomnianym „Harrowing of Hell”. Brzmienie „IHS” nie spodoba się muzycznym purystom. Poszarpane, surowe i w żadnym wypadku nie jest krystalicznie. Jednym słowem – brzmienie idealne do tego co Moloch chce nam tutaj przekazać.

 

Ciekawostką niech będzie to, że pierwsze odsłuchanie płyty mnie kompletnie do niej nie przekonało. Zdała mi się zbyt monotonna i jednorodna. Na szczęście – potem było już tylko lepiej.

Ocena: 8.5/10

Tracklist:

01. In Hoc Signo Vinces
02. Abandon All Hope
03. Harrowing of Hell
04. At the Heart of Darkness
05. The Sacrifice
06. Thy Kingdom Come
07. Upon the Blood Red Throne…
08. Show No Mercy!
09. The Ninth Circle
10. Morning Star Rising
11. I Am Become Death