Ygfan „Hamvakból…”

Wydawca: Fekete Terror Productions

To nie jest może najnowsza pozycja, ale taki urok podziemia – paczka z taśmami dotarła do mnie jesienią i zanim rozebrałem je wszystkie na czynniki pierwsze, trochę minęło.

Ale jak to mówią, lepiej późno niż wcale. Dziś do czynienia mamy z węgierskim doom/post metalowym Ygfan. Nie znałem ich wcześniej, ale i nie za bardzo miałem z czego, bo poza opisywanym właśnie debiutem na koncie mają jeszcze tylko EPkę sprzed czterech lat. „Hamvakból…” składa się z ponad trzech kwadransów całkiem niezłej muzyki – osobiście przepadam za takimi klimatami gdy aura za oknem szara jak dziś. Gdzieś tam pobrzmiewają echa Kataonii, gdzieś słychać Mord’A’Stigmata, gdzie indziej Secrets of the Moon. Naprawdę nieźle. Na własny użytek nazywam ten rodzaj sztuki „muzyką, która płynie”. Niespieszne dźwięki, chwilami sprawiają wrażenie mocno zaimprowizowanych. Ale mają w sobie to „coś” – na przekór temu, a może dzięki temu. Czuć, że muzycy czują to co grają. Oczywiście, żeby cieszyć się tym albumem muszą być spełniona dwa warunki: odpowiedni nastrój no i jakaś tam otwartość poza typowo metalowe dźwięki. Raczej nie przekonuje mnie słuchanie Ygfan gdy na zewnątrz jest plus trzydzieści stopni Celsjusza, ale zimą czy jesienią to już inna bajka.

Węgrzy wydali całkiem niezłą płytę, pewnie do kilku osób ona trafi. Raczej nie jest to nic, czym jaraliby się oldskulowcy, ale może się mylę.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Kezdetben…
2. Maya
3. Hamvak alatt…
4. Csendben…
5. Vonzásban
6. Ygfan
7. Memento Mori
Autor

10982 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *