Year Of The Goat „Angels’ Necropolis”

Wydawca: Van Records

Okultystyczny rock to kolejna moda – podczas gdy w Polsce wszyscy jeszcze zachwycają się oldskulowym thrash metalem, to gdzie indziej na topie obecnie są zespoły hard rock’owe inspirujące się Lucyferem, okultyzmem i tym podobnymi rzeczami.

Oczywiście, są wśród nich dobre czy nawet bardzo dobre zespoły i nie wypada tu nie wspomnieć o The Devil’s Blood czy mniej znanych Seremonia lub Jess And The Ancient Ones, ale są również kapele średnie. I powiem Wam, że po szumie na temat Year Of The Goat spodziewałem się wrzucić ich do pierwszego worka, jednak po odsłuchaniu (wielokrotnym) „Angels’ Necropolis” nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ten koncept jest w chuj naciągany, obliczony na wbicie się właśnie w tę popularną obecnie niszę. Przede wszystkim, jak dla mnie jest to zbyt miękkie, nawet jak na rock, gdyż rockiem jest to faktycznie. Nie metalem, z trudem wręcz nazwać to można hard rockiem. Po drugie, odnoszę wrażenie, że strasznie bardzo zespół ten chce naśladować The Devil’s Blood – z tym, że u nich nie słyszę faktycznie tej złej, nawiedzonej wibracji… Jasne, nieodzowne są tu skojarzenia z lżejszym obliczem Thin Lizzy lub z Led Zeppelin, ale jakoś mi ten krążek nie wchodzi. Nie to, że jest źle, jest po prostu bardzo przeciętnie i odtwórczo – i to odtwórczo w ten zły sposób. Ponadto brakuje mi tutaj jakiejś dramaturgii – chwilami ten krążek jest nudny, a co gorsza – w kilku momentach kojarzy mi się z U2, hehe… Ja naprawdę lubię rocka, jaki próbują grać muzycy z Year Of The Goat, z tym, że w przypadku „Anegls’ Necropolis” ta formuła się nie sprawdziła.

Dla mnie ten krążek to pomyłka – nudna i bezpłciowa. Kilka dobrych fragmentów nie ratuje niestety przeciętniactwa większości. Kupujcie na własną odpowiedzialność.

Ocena: 5/10

Tracklist:

01. For The King

02. Angel’s Necropolis

03. Spirits Of Fire

04. A Circle Of Serpents

05. Voice Of A Dragon

06. This Will Be Mine

07. I’ll Die For You

08. Thin Lines Of Broken Hopes

 

Autor

11074 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Jestem świeżo po odsłuchu tak wiem nieco spóźnionym, ale „lepiej późno niż wcale”, w tym przypadku nie żałuję. Największą zaletą tego krążka jest smutek ukryty w dźwiękach tego oto zgrabnie napisanego materiału, jego ulotny charakter, niespotykana delikatność, dlatego według mnie nie sposób go porównywać do wyżej wymienionych zespołów. Więc recenzja co najmniej krzywdząca, ale co ja tam wiem to tylko moje zdanie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *