Wrathfist „Demon Cum”

Na studiach miałem jednego kolesia, który strasznie się jarał Turcją. Przechuj normalnie był, obcykany w tych tematach, respekt normalnie i czapki z głów. Ciekawe, czy spodobałby mu się Wrathfist. Też z Turcji, a konkretnie z Istambułu. Spotkam, to mu puszczę i spytam o wrażenia. Póki co przedstawię Wam swoje.

Ostatnio w moim odtwarzaczu dużo było rzeczy, które nie każdy uważa za metal. Sludge jakiś (choć całkiem niezły), tego typu sprawy. Ale teraz nie ma to tamto. Teraz mamy, kurwa, jakichś oblechów, prymitywów wręcz. I dobrze. Bo powiem jedno. M-E-T-A-L. Pewnie w takiej Turcji niejedna mama mówi co wieczór do dziecka: „albo będziesz grzeczny, albo puszczę Ci Wrathfist na noc!”. Ja wiem, że dla 90% z Was demo tej tureckiej zgrai jest nie do przełknięcia. Ale ja jestem kurwa prostak i rajcuje mnie „Demon Cum”. Nie przeszkadza mnie anty-brzmienie tego materiału. To znaczy tak – słychać co trzeba, ale jeśli bawicie się nieskromnie pod kołderką przy dźwiękach Hammerfall to raczej bawcie się tak dalej, a „Demon Cum” sprezentujcie jakiemuś starszemu koledze z naszywką Hellhammer na wytartej kurtce. Bo prawdopodobnie może się mu to spodobać. Ciężkostrawne, rytmiczne riffy, wyraźnie wzorowane na ekipie Fischera, trącą piwniczną wonią na 666 kilometrów. I to wzornictwo jest totalne, zakrawające niemal na plagiat, bo Wrathfist gra równie krzywo jak Hellhammer, hehe… Ale na poważnie teraz, to trzyotworowe demo, nagrane z tego co wiem, na setkę na próbie, naprawdę przypomina mi Szwajcarów i wszelkiej maści inne, podobnie brzmiące kapele. Jest to nieskomplikowane i zapewne adresowane do osób, którym to nie przeszkadza. Ha! Dobrze więc trafili. Bo ja dziwny jestem jakiś i tak retro-kupa mi pasuje, hehe. Jasne, że są kapele, które grają w podobnym stylu i robią to lepiej, ale przecież metal to nie, kurwa, Olimpiada, żeby tu jakieś rankingi prowadzić. Mnie to pasi do chuja.

Co tu dużo mówić – poznaliście moje zdanie. Nie musicie się z nim zgadzać, nie musicie się nawet Wrathfist zainteresować. Do mnie trafili dzięki Total Death Productions i jestem kurewsko zadowolony z takiego obrotu sprawy.

P.S.: przepraszam, za te, kurwa, bluzgi i pierdolone przekleństwa, ale kto z kim przystaje, takim się staje, jak mówi staro-kurwa-polskie porzekadło ludowe. A ten Wrathfist to, kurwa, dobry stuff!

Ocena: 4/6

Tracklist:

1. Inverted Gods 03:00
2. Swallow the Demon’s Cum 03:00
3. Among their Corpses
Autor

10873 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *