Witchmaster “Trücizna”
Wydawca: Agonia Records
Niczym ćpun na kolejną dawkę, tak ja czekałem na nowy album Witchmaster. Zawsze tak mam, gdy wyjątkowo cenię sobie jakąś kapelę, a ekipa Kalego właśnie do tej grupy zespołów. No ale w końcu dostałem to na co zasłużyłem – wybatożenie pejczem po dupsku za sprawą czwartego krążka, zatytułowanego uroczo „Trücizna”.
Chyba nikt nie miał wątpliwości, jaki będzie najnowszy krążek Witchmaster. Zespół przyzwyczaił nas do brutalnej, szczerej i wulgarnej dawki muzyki. I „Trücizna” wcale od tych oczekiwań nie odstaje, ani na milimetr. Dziewięć kawałków, które najprościej byłoby zawrzeć w haśle „Never Stop The Madness”, urywają dupę skutecznie. Brudne brzmienie i szaleńcze nastawienie to główne atuty tego krążka. Bastis drze ryja, nie zwracając uwagi, czy dobrze wchodzi w melodie, hehe, reszta zespołu nie jest mu dłużna i napierdala w charakterystycznym stylu, z punkowo – motorheadowym zabarwieniem. Posłuchajcie „Black Scum” będziecie wiedzieć o czym mówię – jakże pięknie pod sam koniec majta się tam struna basowa, Hellhammer wiecznie żywy! „Total Annihilation” podobnie, rytmiczny, black/thrash/rollowy kawał muzyki, którą trudno jest pomylić na naszym (ale jednak chyba nie tylko na naszym) poletku z jakimkolwiek innym bandem. „Trücizna” jest nagrana już bez Zbyla, ale uwierzcie mi – Basti wcale nie zostaje w tyle, słuchać, że gość jest idealny do tego łomotu. To jest typowo koncertowa maszyna i już się nie mogę doczekać ich gigu, na którym za parę dni mam nadzieję się pojawić. Kończę już powoli, bo nie ma co się tu rozpisywać, zresztą i tak ta recenzja jest totalnie subiektywna, a Witchmaster ma u mnie sprawę z góry wygraną. I jeszcze tylko taka konstatacja mnie nachodzi, że gdy zespół wydawał pierwszą płytę, to większość głosów tej bardziej oficjalnej prasy mówiła „blee”, że teksty infantylne, muzyka chaotyczna i brzmienie nie to. Teraz Ci sami żurnaliści ustawiają się w kolejce, żeby polizać kapeli jajka, bo dzisiaj przecież wypada słuchać takiej nieładnej muzyki.
Powiem krótko: „Trücizna” krąży już w moim organizmie i jest mi z tym kurewsko dobrze. Dlatego też nie wyobrażam sobie innej oceny pod tą recenzją.
Ocena: 6/6 (666!)
Tracklist:
| 1. | Trücizna | ||
| 2. | Self-inflicted Divinity | ||
| 3. | Total Annihilation | ||
| 4. | Road to Treblinka | ||
| 5. | Two-point Suicide | ||
| 6. | Back to the Bunker | ||
| 7. | Bred in Captivity | ||
| 8. | Black Scum | ||
| 9. | Troops of Doom (Sepultura cover) |
You might also like
|
|
|
|
|



















