avatar
Info o autorze
- łącznie 2340 tekstów na Chaos Vault
Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we niebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

trucizna 150x150 Witchmaster TrüciznaWydawca: Agonia Records

Niczym ćpun na kolejną dawkę, tak ja czekałem na nowy album Witchmaster. Zawsze tak mam, gdy wyjątkowo cenię sobie jakąś kapelę, a ekipa Kalego właśnie do tej grupy zespołów. No ale w końcu dostałem to na co zasłużyłem – wybatożenie pejczem po dupsku za sprawą czwartego krążka, zatytułowanego uroczo „Trücizna”.

Chyba nikt nie miał wątpliwości, jaki będzie najnowszy krążek Witchmaster. Zespół przyzwyczaił nas do brutalnej, szczerej i wulgarnej dawki muzyki. I „Trücizna” wcale od tych oczekiwań nie odstaje, ani na milimetr. Dziewięć kawałków, które najprościej byłoby zawrzeć w haśle „Never Stop The Madness”, urywają dupę skutecznie. Brudne brzmienie i szaleńcze nastawienie to główne atuty tego krążka. Bastis drze ryja, nie zwracając uwagi, czy dobrze wchodzi w melodie, hehe, reszta zespołu nie jest mu dłużna i napierdala w charakterystycznym stylu, z punkowo – motorheadowym zabarwieniem. Posłuchajcie „Black Scum” będziecie wiedzieć o czym mówię – jakże pięknie pod sam koniec majta się tam struna basowa, Hellhammer wiecznie żywy! „Total Annihilation” podobnie, rytmiczny, black/thrash/rollowy kawał muzyki, którą trudno jest pomylić na naszym (ale jednak chyba nie tylko na naszym) poletku z jakimkolwiek innym bandem. „Trücizna” jest nagrana już bez Zbyla, ale uwierzcie mi – Basti wcale nie zostaje w tyle, słuchać, że gość jest idealny do tego łomotu. To jest typowo koncertowa maszyna i już się nie mogę doczekać ich gigu, na którym za parę dni mam nadzieję się pojawić. Kończę już powoli, bo nie ma co się tu rozpisywać, zresztą i tak ta recenzja jest totalnie subiektywna, a Witchmaster ma u mnie sprawę z góry wygraną. I jeszcze tylko taka konstatacja mnie nachodzi, że gdy zespół wydawał pierwszą płytę, to większość głosów tej bardziej oficjalnej prasy mówiła „blee”, że teksty infantylne, muzyka chaotyczna i brzmienie nie to. Teraz Ci sami żurnaliści ustawiają się w kolejce, żeby polizać kapeli jajka, bo dzisiaj przecież wypada słuchać takiej nieładnej muzyki.

Powiem krótko: „Trücizna” krąży już w moim organizmie i jest mi z tym kurewsko dobrze. Dlatego też nie wyobrażam sobie innej oceny pod tą recenzją.

Ocena: 6/6 (666!)

Tracklist:

1. Trücizna
2. Self-inflicted Divinity
3. Total Annihilation
4. Road to Treblinka
5. Two-point Suicide
6. Back to the Bunker
7. Bred in Captivity
8. Black Scum
9. Troops of Doom (Sepultura cover)

Zostaw komenatarz