Winterfront „Northwinds”

Winterfront

 

Wydawca: Werewolf Promotion/ LSS

Lubię muzykę, którą na światło dzienne wypuszcza LSS i nie inaczej mam z Werewolf Promotion. Nie są oni jednak bez skazy, o czym dane się było już naszym szanownym czytelnikom przekonać. Jak to będzie z dzisiejszym bohaterem, wydanym w takiej właśnie kooperacji wydawniczej?

To była i będzie raczej szorstka znajomość. Wiecie jak to jest przed pierwszą randką, prawda? Golicie ryj, ba, nawet prysznic bierzecie, chociaż nie sobota. Potem obowiązkowo koszulka ulubionego bandu, coby przed dzierlatką błysnąć. Glany wypastowane, sznurówki uprane. Jeszcze guma do żucia i biegniecie uradowani na pierwsze spotkanie z poznaną w sieci dziewczyną. Na miejscu okazuje się, że Suodka_szesnastka tak naprawdę jest grubym, cierpiącym na łojotokowe zapalenie skóry okularnikiem, który kocha RPG i Sabbaton, czyli jak Wy. I zostajecie znajomymi, ale z dystansem. Problem z Winterfront zaczął się już od pierwszych dźwięków. Nie wiem czy ja mam jakieś skrzywione ucho, ale perkusja i bass są za bardzo do przodu. Samo w sobie nie jest to złe, ale szczególnie ta pierwsza w szybkich tempach, brzmi czasem jakby pałker napierdalał gdzie popadnie bez składu. Kiedy zwalnia jest już nieco lepiej, chociaż np. wysublimowane przejście w szóstym kawałku (od 3:59), to chyba kurwa jakiś żart?;] Mamy za sobą już najsłabszy punkt. Zresztą,  Jak teraz właśnie widzę zespół ma już nowego na to miejsce. Dobre posunięcie. Reszta materiału jest tylko lepsza. Co prawda początek skromny, niczym u dziewicy, ale potem się rozkręca. Muzycznie oscyluje to wokół dość prostego black metalu, a gdzieś tam w tle pogrywa koncepcja „folkniętego”, czy tam vikingowego blacku proponowanego przez Isengard, czy Storm. Nie jest aż tak skocznie, a to dobrze, bo nie rozmiękcza to całości.. Na szczęście dla zespołu wokalista nie próbuje kopiować wokali z wymienionych bandów. Ciekawostką jest czysty wokal, który objawia się w 4 kawałku. Nie wiem kto za nim stoi, bo informacji brakuje, ale trafiony pomysł. Panowie (czy tam chłopcy jak da się zauważyć pod malunkami na twarzy) nie silą się specjalnie na eksperymenty, czy jakieś odstępstwa od tego co sobie zaplanowali. W sumie i dobrze.

Konkludując, a jednocześnie nawiązując do początku, ujmę to tak. Pierwsza randka była słaba, ale im dłużej słucham tego materiału, tym bardziej zaczyna on do mnie przemawiać. Nie jest jakimś odkryciem roku, bez wątpienia jest tylko dla pewnej grupy słuchaczy, ale w zasadzie, to czemu nie.

 Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Frozen Throne
02. Beyond The Grave Of The Enemy
03. Thrones Of Eternal Winter
04. Of Iron And Blood
05. Battle Of Ancestors
06. Northwinds
07. Molitva Svarogu

 

Autor

3603 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *