Wydawca; Defense Records

Krakowski Whorehouse zamilkł na dość długą chwilę, ale przyznam że nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy, bowiem niniejsze wydawnictwo to chyba mój pierwszy kontakt z ich muzyką. A to dość dziwne bo zespół z niedalekiego miasta a i dość swego czasu aktywny koncertowo.

Tak czy inaczej pojawienie się „Corporation” nie wywołały u mnie paroksyzmów szczęścia, ale że trafiła ta płyta do mnie w celach recenzenckich  to tak od jakiegoś czasu sobie ją przesłuchuję. I powiem Wam, że nie jest to złe granie. Ten ich thrash nie jest w żadnym wypadku jakimś retro napieprzaniem, raczej powiedziałbym, że panowie kroczą drogą wytyczoną przez ostatnie produkcje Testament. To zdecydowanie zespół, który na „Corporation” odcisnął największe piętno, zarówno w brzmieniu, jak i w kompozycjach. A nawet wokal Seby zalatuje mnie tu Chuckiem. Agresywne, ale zarazem nie pozbawione melodii granie, gdzie szybkość miesza się ciężarem riffów – bardzo przyzwoicie. Może i trochę zbyt czysto i sterylnie jak na mój spaczony gust, ale przecież nie wszyscy muszą zarażać syfem i kiłą, prawda? Nawet jeśli noszą nazwę Whorehouse, hehe… Tak czy inaczej dostajemy porządne granie, a przy strzałach w stylu „Invaders” głowa sama zaczyna nam chodzić. A przecież na tym ten cały metal polega, prawda?

Fajnie, jestem pozytywnie zaskoczony bo spodziewałem się czegoś słabszego (sam nie wiem dlaczego), a tu nam krakowski kwartet pokazał, że mają coś do powiedzenia na polskiej thrash metalowej scenie.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Corporation
2. The Same Old War
3. Toxic Dance
4. Payback
5. W.W.W.A.W.W.B
6. Invaders
7. The Silent Unsean
8. Anguis In Herba