Wydawca: Siege of Amida Records
Au! Ale przyjebali! Whitechapel? W życiu o nich nie słyszałem. Ale z drugiej strony, jak kiedyś dostałem po ryju na rzeszowskim dworcu, to też mi się jakoś nikt nie przedstawiał. I też bolało.
Whitechapel pochodzi z kraju naszego nowego Wielkiego Brata i wycina death metal w charakterystycznym stylu dla zespołów z tego regionu. Niskie gitary, bulgotliwy wokal i młócąca perkusja, czyli zestaw obowiązkowy do pozostawienia po sobie zgliszczy i pożogi. Z tego, co mi wiadomo, to jest to debiutancki album tych kilku chłopaczków z Knoxville. Wcześniej zarejestrowali jedynie demo. I powiem Wam, że słychać na „The Somatic Defilement” tą młodzieńczą agresję, chęć grania i wkurwienie. Bardzo szybkie numery w liczbie ni mniej ni więcej, tylko dziesięciu. I wszystkie podobnie mocno tłuką deathową piąchą wyposażoną w kastet. Czasem też dostaniemy z metalcore’owego liścia w pyszczydło – przy czym wybijcie sobie z głowy, że będą to jakieś ciulowe popłuczyny w stylu Machinemade God czy Bulle For My Valentine. Żadnych melodii, gejowskich chórków (bez urazy dla tej prężnej mniejszości seksualnej, hehe) i całego innego shitu, typowego dla takiego gatunku. Nie, metalcore w utworach Whitechapel to max brutalności amerykańskiego death metalu o sporym stopniu złożoności pod względem technicznym. No i teksty traktujące nie o przysłowiowej dupie Maryni, lecz o cieszących się uznaniem wśród metalowej gawiedzi trupach, flakach, zabójstwach, kostnicach etc. Tak więc wszystko mieści się w amerykańskich standardach i jest na tyle krótkie oraz treściwe, by nie zanudzić słuchacza. Ponadto ma groove, który lubię w tym rodzaju muzyki. I tak sobie myślę, że na ich koncertach miło musi się obijać o maniaków w młynie, hehe. Płyta przelatuje bardzo szybko, dlatego z miłą chęcią włącza się ją od początku, by znowu posłuchać tych dziesięciu morderczych tracków.
„The Somatic Defilement” może się podobać fanom jankeskiego death metalu z lekkimi naleciałościami core’a. Oczywiście jeśli wyłowią Whitechapel z zalewu innych, lepszych czy gorszych kapel, określanych właśnie jako death/metalcore. Z tym, że w przypadku recenzowanego właśnie sekstetu człon „death” jest w miażdżącej przewadze i na dobrym poziomie. Możecie więc śmiało rozglądnąć się za tymi młodymi gniewnymi.
Ocena: 5/6
Tracklist:
| 1. | Necrotizing | ||
| 2. | The Somatic Defilement | ||
| 3. | Devirgination Studies | ||
| 4. | Prostatic Fluid Asphyxiation | ||
| 5. | Fairy Fay | ||
| 6. | Ear to Ear | ||
| 7. | Alone in the Morgue | ||
| 8. | Festering Fiesta | ||
| 9. | Vicer Exciser | ||
| 10. | Articulo Mortis |













