Whipstriker „Black Rose Killz”

Whipstriker  Black Rose KillzWydawca: Dying Victims Productions

Czy ktoś na sali nie zna Whipstriker? Pan z tyłu? Ochrona! Proszę wyprowadzić pozera!

Skoro już jesteśmy wśród swoich, to Wam powiem, że właśnie kurwa lubię takie granie, jakie nam serwuje Brazylijczyk to czarna smoła na moje serce. Moje i wszystkich, którzy przy goleniu nucą sobie utwory z „Possessed” wiadomo kogo. Na tej siódemce znajdujemy trzy numery przesiąknięte duchem muzyki z tego właśnie krążka – przynajmniej mnie kojarzy się to ze stuprocentowym „Possessed” – worship. I super, bo to pierwszy album Venom, jaki poznałem więc ma w moim czarnym serduszku poczesne miejsce. Numer tytułowy czy „Hell Fire, Hell Fire” są hymnami, kontynuatorami spuścizny, czy jak tam sobie chcecie to nazwać. Szkoda, że to tylko dziesięć minut, bo jak dla mnie, mogłoby się kręcić zdecydowanie dłużej. Ale nie ma co narzekać – zawsze można puścić „Black Rose Killz” jeszcze raz i nakurwiać baniakiem do upadłego. Taki mam dziś plan.

Ponadto tak sobie myślę, że pasowałoby kiedyś nadrobić braki w twórczości Whipstriker. Ale to temat na inny dzień pod rozwagę.

Ocena: 8/10

Tracklist:

Side A
1. Hell Fire, Hell Fire
2. Cruel Savagery
Side B
3. Black Rose Killz
Autor

10006 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *