Whiplash „Unborn Again”

Wydawca: Pulverised Records

Już któryś raz zacznę recenzję w ten sam sposób, ale co tam, może ojciec dyrektor nie wyrzuci mnie za bumelanctwo i symulowanie pracy. A więc: oto i kolejna thrash metalowa kapela powraca po kilku latach niebytu.

Tym razem powyższe zdanie dotyczy amerykańskiej formacji Whiplash. Panowie powrócili po jedenastoletniej absencji (nie mylić z abstynencją!) z nowiutkim krążkiem. Chwali się, że powrót nie oparł się o wydanie płyty DVD, zgarnięciu kilku zielonych i ponownym zamrożeniu kapeli, lecz na płycie studyjnej o przyjemnym dla ucha tytule „Unborn Again”. Zaś wraz z nim dostajemy dziewięć utworów plus jeden cover. Skłamałbym mówiąc, że Whiplash w mym czarnym sercu zajmuje pocześniejsze miejsce niż taki Testament czy Exodus, o Slayer nie wspomnę, ale twórczość tria jako tako znam, lubię i szanuję. Niemniej jednak (albo właśnie dlatego) po „Unborn Again” spodziewałem się czegoś więcej, bo mam wrażenie, że Whiplash nagrał ciut nierówną płytę. Z jednej strony mamy tu siarczyste, thrash metalowe pieprznięcia pod postacią „Snuff”, „Float Face Down”, „Pitbulls in the Playground” czy „Feeding Frenzy”, których chce się słuchać i mało tego – słucha się ich z olbrzymią przyjemnością. Z drugiej strony znajdują się tu też momenty, które mnie jak na razie nie przekonują (a już kilka sesji tej płytki mam za sobą) – numery jak „Swallow the Slaughter” czy „Firewater” jakoś nie do końca mi leżą. One są dobre, oczywiście, ale po pierwsze nie tak dobre, jak wymienione przeze mnie za pierwszym razem. Na przykład numer trzy na ostatnim krążku Whiplash zalatuje dość mocno tym co robiła wcześniej Pantera, może Down czy inny stonerowy band. No a może to już nie lat dwadzieścia pięć wstecz, kiedy to ekipa Joego Cangelosi szalała na scenie. Niemniej jednak nie jestem w pełni usatysfakcjonowany tym krążkiem, a taką miałem nadzieję. Do tego okładka Eda Repki jakaś taka mizerna, całkowicie jak nie jego.

Mimo tych moich utyskiwań, powrót Whiplash można zaliczyć do udanych, bo tak w siedemdziesięciu procentach „Unborn Again” to porządny thrash metalowy krążek. I mam nadzieję, że przy kolejnym, poziom satysfakcji wzrośnie. Czego sobie i zespołowi życzę.

Ocena: 7,25/10

Tracklist:

1. Swallow the Slaughter
2. Snuff
3. Firewater
4. Float Face Down
5. Fight or Flight
6. Pitbulls in the Playground
7. Parade of Two Legs (instrumental)
8. Hook in Mouth
9. I’ve Got the Fire (Montrose cover)
10. Feeding Frenzy

Autor

9989 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *