Wedge „Killing Tongue”

Wydawca: HeavyPsychSounds Records

Wedge. Kapela, na którą natrafiłem całkowitym przypadkiem. Konkretnie na jeden numer, bo póki co tyle jest dostępne w internecie. Dziwnym zrzędzeniem losu po kilku dniach dostałem promo z najnowszym albumem Berlińczyków. Zakasałem więc rękawy, wyciągnąłem dzwony i zacząłem słuchać.

No dobra, z tymi dzwonami przesadziłem, ani nie jestem stary, ani nie jestem Marią Konopnicką, żeby łatkę starego sobie przyszywać, ale w sumie słuchając Wedge to dzwony byłyby na miejscu. I lufka albo kwasik. Bo na „Killing Tongue” dostajemy soczystą dawkę takiego psychodelicznego rocka, hard rocka i progresji, czy też proto-metalu, a nawet bluesa. Znaleźć tu można naprawdę wiele dobrego, a przynajmniej jeśli doceniacie spuściznę powiedzmy ostatnich sześćdziesięciu lat w muzyce popularnej. Choć przyznam też, że moja pierwsza ekstatyczna reakcja na ten album nieco opadła wraz z ilością przesłuchań, bo Wedge zamieściło tu trochu zapychaczy. Ale są też numery jak „Nuthin’”, „High Head Woman”, „Lucid” które mają bardzo dobre wibracje, sprawiają, że człowiek szuka najbliższego baru, a najchętniej to pojechałby drogą prostą jak wyborca PiS przez pustynię. A do tego mają tu Hammondy, a bas jest niski i gruby! Strasznie mi się to podoba. Wrzućcie do jednego gara The Doors, Fuzzy Duck, Bang, może trochę Black Sabbath, Hefferson Airplane… To naprawdę robi bardzo dobrze, pod warunkiem że lubicie od czasu do czasu wrzucić na luz. Ja lubię, ostatnio nawet częściej, więc i Wedge naprawdę mi podeszło.

I wahałem się jaką dać ocenę tej płycie i powiem tak… Może i ciut zawyżę, ale to przez to, że z czasem do takich płyt przekonuję się coraz bardziej i na przykład za pół roku mogę uznać, że siódemka była zbyt niską oceną.

Ocena: 8/10

Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *