Watain „The Wild Hunt”

Watain  The Wild HuntWydawca: Century Media Records

Mimo wiader pomyj, które są wylewane ostatnio na tę kapelę postanowiłem podjąć się recenzji ich najnowszego wydawnictwa „The Wild Hunt”. Nie trudno zgadnąć, że na tapecie dziś znajdzie się Watain hehe.

Kto się mniej więcej orientuje, co tam w metalowym świecie piszczy to wie, że ta kapela nie ma ostatnio wielkiego poważania. Kiedyś goście robili naprawdę zajebistą muzykę. Pierwsze trzy płyty bardzo lubię i nawet „Lawless Darkness” mimo kilku potknięć ma swoje momenty. Podobnie jest z „The Wild Hunt” – dupy nie urywa, ale może być. Tu pasuje stare wiejskie przysłowie „Im dalej w las tym więcej drzew”, a w tym przypadku im bliżej do końca tym kawałki jakieś lepsze się wydają. Bo początek płyty jednak nie zachęca do dalszego odsłuchu… Generalnie dla mni, ta płyta ma taki sam mankament jak poprzednia, z tym że tu słychać to trzy razy bardziej. Jest zwyczajnie za długa i przez to nudna. Powycinać bardziej zamulające fragmenty, całkowicie usunąć najbardziej kiepskie kawałki i by był całkiem przyzwoity materiał na mniej więcej 35-40 minut. A tak, to cięgnie się to jak gęsta flegma i nic z tego w zasadzie nie wynika. Też nie mam wyjścia, muszę się przyjebać do numeru „They Rode On” oraz tytułowego „The Wild Hunt”… Erikowi zachciało się śpiewać balladki w zasadzie nie wiem, po co. Lubi jak fanki (albo fani) na jego koncertach się przytulają? Marzą mu się tysiące zaświeconych zapalniczek? No kurwa, myślę nad tym i nie mogę zrozumieć… Na cholerę takie coś wpychać w black metalową stylistykę. Zaczynam się obawiać, że przez takie eksperymenty ten zajebisty kiedyś zespół starci resztę szacunku. Ja po raz kolejny jestem zawiedzony. „Lawless Darkness” też mnie rozczarowało a „The Wild Hunt” niestety potwierdził tendencję spadkową tej kapeli.

Nie sądzę żebym wracał często do tego materiału. Wolę posłuchać starczych wydawnictw, które naprawdę urywały dupę. Przez sentyment jednak nie zmieszam tej płyty totalnie z błotem, bo coś tam idzie wyłowić konkretnego z tej muzyki. Nad zakupem jednak radzę się poważnie zastanowić.

Ocena 5,5/10

Tracklist:

1. Night Vision
2. De Profundis
3. Black Flames March
4. All that May Bleed
5. The Child Must Die
6. They Rode On
7. Sleepless Evil
8. The Wild Hunt
9. Outlaw
10. Ignem Veni Mittere
11. Holocaust Dawn

 

 

Autor

774 tekstów dla Chaos Vault

8 komentarzy

  • Dobra recenzja, jednak te balladowe kawałki są całkiem niezłe przypominają one mi płytę Hammerheart wiadomo kogo. I raczej nie są one dla przytulania, ale całkiem nieźle urozmaicają ta płytkę i co najważniejsze udowadniają,że Watain ruszył z miejsca i nie chce gać na jedno kopyto. Może to nie wypada, może to już komercha, ale mi odpowiada porzucenie stagnacji przez ten zespół.Raczej tą drogą nie pójdą darek fiuneralek, bylebłoto, dżordżorot i inne Take, które do końca świata łupać będą dalej to samo. Tym samym za akt odwagi należą się duże brawa.

  • Do dupy z takim „ruszaniem z miejsca”. Co jakas kapela „ruszy z miejsca”, to wychodzi z tego chuj wielki i szelki, vide Morbid Pędzel. Zresztą, co to za „ruszanie z miejsca”, polegające na imitowaniu Dissection. 2 pierwsze płyty były fenomentalne, a „Casus Luciferi” uważam w ogóle za monument muzyczny w tym gatunku i zaliczam do swoich ulubionych płyt, zestawiając go z takimi tuzami , jak np. „De Mysteriis…” Sami Wiecie Kogo. „Sworn…” lubię, w odróżnieniu od Patologa, podoba mi się też „Lawless…”, bo to jeszcze jako – tako trzyma poziom, przy czym cały czas słuchacz ma świadomość tego, jaka przepaść dzieli stary W. od nowego. Ale to nowe, to jakaś porażka kompletna. W moim przypadku skończyło się na kilkukrotnym przesłuchaniu via YT, prz czym zwróciłem uwagę tylko na jeden kawałek, stylistycznie zerznięty… tym razem z Bathory ( widzicie, płyta tak smętna, że nawet nie pamiętam jego tytułu ). Chłopaki chyba powoli się kończą. Niedługo zostaną rajstopki i rzesza gimbosatanistów, którzy jeszcze się nie spostrzegli, że moda na „religijny” BM juz przeminęła i teraz sanskryt jest na topie.

  • Jak ktoś tęskni za Dissection tak jak ja, to pierdolą go te wszystkie mankamenty i inne pretensje pod względem obecnej formy Watain. Tak po prostu. Dobra płyta, ale tylko dla określonego odbiorcy.

  • Po chuj, skoro i tak nie cytujo na ZAGRANICZNYCH PORTALACH ZAGRANICO JEZUSMARIA DOCHODZE ŁAAAAAAAAA!!!!!!11111razrazraz

  • Kintakunte_czarny_papież Jeśli patrzysz na Black metal, to zostały już tylko wymalowane facjaty, skórzane majty i ćwieki i satan rzucany gdzie popadnie, by było bardziej „strasznie”. Popatrz na bylebłoto, jak się ów zespolik zeszmacił i jemu podobnych to cyrk tylko małpy i choinki brakuje. Ale jak to ująłeś gimbusy będą miał ubaw, bo Nendzal mozaikę na facjacie strzelił. Tym samym nie ma co porównywać starych płyt Watain, ani nawet tego co kiedyś Eryk mówił w wywiadach, bo to już nie aktualne. Facet po prost dojrzał i wyszedł z piaskownicy.

  • Są tacy co nie darują i do końca zycia beda ich chcieli pamietac i słuchac tylko z Rabid Death Course czy Casus Luciferi i beda do osranej smierci żyli w przekonaniu, ze TYLKO TE były trv i kvlt. Zajdą się też tacy co odnajdą to samo w dóch następnych płytach, które imo sa dużo dojrzalsze mimo wszystko, nie ujmując tym pierwszym. Kwestia podejścia. 5 krążek to trzecia bajka. 3 bajki. W każdej płycie, zawsze i wszedzie, Szatan, na wiele różnych sposobów. Nawet w takim They Rode On. Przesłuchać i zastanowić się jak to brzmi. Okazuje się potem, ze kawałek bije złem i ciemnością z dupy Rogatego na kilometry. Jest zwyczajnie inaczej. I bomba. Na chvj nam 5 Casusów? Pytam, na chvj? Wielu trv kvlt frajerów wpadło w pułapke, jak wcześniej w przypadku Mayhem. To wszystko. Albym 8/10

  • @Atrej, jeśli jesteśmy przy kompie, albo mamy czas kuknąć czyjąś – nie swoją recenzję – to tak. W tym wypadku co widać nie mieliśmy;] Ale nawet mnie zęby zabolały;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *