Watain „Lawless Darkness”

Wydawca: Season Of Mist

Przyznaję, że nie zawsze rozumiałem fenomen tego zespołu wśród metalowej braci. Nie mówię przez to, że Watain jest do dupy, pragnę raczej zaznaczyć, że jakoś nigdy nie leżał nadzwyczajnie w kręgu moich zainteresowań.

No ale jak trza zrecenzować to trza zrecenzować, bez pierdolenia. I z uśmiechem na ustach. Pozycję na baczność sobie odpuśćmy. Sprawa ma się więc tak, że wiele godzin poświęciłem obcowaniu z „Lawless Darkness”. I nadal nie potrafię zrozumieć zachwytów coponiektórych. Ale równocześnie potrafię przyznać, że Watain nie są pierwszą lepszą kapelą, która postanowiła wychwalać imię Szatana. Na czwartym krążku znajdują się w gruncie rzeczy dobre utwory, ale jak to w życiu bywa – jedne bardziej dobre, inne mniej. Na pewno na plus wybije się chwytliwy „Reaping Death”, z refrenem, który można by nawet nazwać… hmm… melodyjnym? Koncertowo na pewno będzie zabijał. Równocześnie jest to najkrótszy numer z „Lawless Darkness”, bo trwający pięć minut, podczas gdy reszta to rozbudowane molochy, dochodzące do kilkunastu nawet minut. I to mój główny zarzut wobec nowego opusu Szwedów. Długość nie zawsze przekłada się na jakość (i bez głupich domysłów mi tu proszę) i siedemdziesiąt trzy minuty black metalu nie koniecznie równa się tu siedemdziesięciu trzem minutom diablej ekstazy. Chwilami jest po prostu kurwa nudno. Watain sobie śmiga tu solówki, które rozbijają całość, często przeciągają się one do granic cierpliwości, podobnie jak z wałkowaniem niektórych riffów. Brakuje mocy i spójnej wizji – tak na moje ucho oczywiście. Weźmy tytułowy numer – i mielą i mielą i mielą, ale z tej mąki chleba nie będzie. Panowie, kurwa! Sza-tan! Progresję zostawmy innym. Doceniam Wasze umiejętności, ale włączając Watain wolę usłyszeć koźle walce, a nie podkład pod gody susłów. Co z tego, że część momentów naprawdę poraża mocą („Total Funeral” – to jest black metal z jajami), skoro jest ich o wiele za mało. Nawet brzmieniem tu się nie nadrobi, bo co z tego, że dobre opakowanie, skoro towar nie spełnia oczekiwań?

Sesje z „Lawless Darkness” (a było ich niemało) dalej nie sprawiły, że jestem mądrzejszy w materii Szwedów– co niektórzy w nich widzą? Watain w moim odczuciu zostanie dobrym zespołem, ale nic ponadto. Znam wiele black metalowych kapel, które kopią po dupie po stokroć mocniej.

Ocena: 6,75/10

Tracklist:

1. Death’s Cold Dark
2. Malfeitor
3. Reaping Death
4. Four Thrones
5. Wolves Curse
6. Lawless Darkness
7. Total Funeral
8. Hymn to Qayin
9. Kiss of Death
10. Waters of Ain
Autor

9896 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

4 komentarze

  • Panie recenzencie musi Pan słuchać ich płyt aż Pan polubi, bo to wstyd 😉 Teraz trochę poważniej, mnie osobiście płyta rozpierdala, nie czuję tej porażającej jak na taki BM długości. Jedyne co mi się nie podoba w nowym Watain to okładka płyty.

  • Cholera próbowałem, no ale jakoś mi nie idzie 😉 A okładka to już kwestia gustu, szczerze mówiąc też jakoś nie podchodzi mi praca Zbigniewa Bielaka, no ale nic nie poradzę…

  • A czego spodziewać się po metalowcach chodzących w rajstopach i kowbojkach? Ja też nie pojmuję tego zachwytu nad tym zespołem…a już nad tą płytą w szczególności. Dużo krzyku o nic…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *