Warfaith Wise Man Is DeadKurwa, co oni ci thrashersi? Nie wiedzą, że thrash już nie jest modny? No, chyba że oni tam we Francji jacyś zapóźnieni są.

A tak serio to już jestem wymęczony w chuj tymi zespołami. Wszystkie podobne do siebie jak dwie krople spermy ściekające po plakacie Slayer, pod który walą swoje nastoletnie prącia. Przyznam, że Warfaith jest kolejną tego typu kapelą. Odsłuchali tysiące traszowych płyt na jutjubie i postanowili sami napieprzać, a efekty tego wydać pod tytułem „Wise Man is Dead”. Ale chyba tak do końca to nie chcą być oldskulowi, przynajmniej ich wokalista – te niemal growlujące wstawki pasują mi jak Saratan na trasę z Marduk (oh, wait…), zresztą same kompozycje też nie mają w sobie ani krzty ducha starego thrash metalu. Brzmienie jest dość wymuskane, a w niektórych momentach kompozycje ocierają się o jakiś kurwa core. To, że panowie sobie na okładkę wrzucą chujowy obrazek z gościem mającym kojarzyć się z „In the Sign of Evil”, nie uczyni z nich oldschollowców. Podejrzewałbym, że ten cały thrash metalowy szwindel jest dziełem wydawcy, ale zespół sam sobie wypuścił ten krążek. Nie mam więc dla nich kurwa litości…

Właśnie między innymi przez takie zespoły fajny nurt młodego thrash metalu dał dupy. Warfaith to typowy produkt, który na siłę chce wejść w ciasne rurki oldschoola. Zaorać.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Intro  
2. Wise Man Is Dead  
3. Jesus Sucks  
4. Cracks Whore  
5. Purgatory  
6. Terrorist  
7. Furious Pig  
8. Kill with Truth  
9. Warslave  
10. Addiction  
11. Redemption