Voices of Destiny “From the ashes”

Wydawca: Massacre Records

Patrzysz widzisz, ale nazwy coś skojarzyć nie możesz? Nie dziwne, „From the ashes” to debiut niemieckiej grupy Voices of Destiny. Spoglądasz na okładkę, no śmierć i zniszczenie, do tytułu płyty nawet w miarę pasi. Lubisz gotyk, więc myślisz sobie, ok, spróbuję.

Masz nadzieję, że usłyszysz coś oryginalnego, co zachęci Cię do pójścia na cmentarz późną wieczorową porą, stania w deszczu przez parę godzin albo skłoni do wypicia kieliszka ciepłej krwi… a tu dupa. Mam jakieś takie nieodparte wrażenie, że tytuły miały być w pewnym sensie sugestią. Do mnie najbardziej trafił wymowny „Not the one”.

W muzyce, szczególnie w prowadzeniu gitar ewidentnie słychać inspirację Nightwishem, w pewnym momencie słyszałam coś, co skojarzyło mi się też z Elis, w międzyczasie pojawia się też Epica i innych klasyków gatunku. A niestety nie jest to wyciągnięta z tych kapel esencja, a po prostu stylizacja „na”. No i jest jeszcze Within Temptation. Nie obeszłoby się bez tego, szczególnie, że sam zespół mówi, że między innymi to oni byli dla zespołu inspiracją. To słychać. W wokalu. Bardzo nieudolna stylizacja na Sharon den Adel. Niby też sopran, ale głos bez głębi, bez poweru, bez tej igły, którą posiada Sharon. Tak sobie myślę, że jak wokalistka nie ma umiejętności jak Tarja Turunen to zespół porównuje się do Within Temptation. Taka jakby norma.

I te nieszczęsne growle…Bardzo często wracam do słów Skaya z Quo Vadis, który powiedział kiedyś, że growl musi być „spod jajec”. Gościu growlujący na „From the ashes” chyba w takim razie jajec nie posiada. Drze to gardło aż mnie boli. Owszem, są jakieś stosunkowo lepsze momenty, które mimo wszystko dały mi ukojenie. Na uwagę zasługuje tu w miarę przyjemne „Apathy”. O, podobał mi się jeszcze refren w „All eyes on me”. Ale to za mało. Poza tym wszystko jest takie samo. Gdyby nie mało oryginalne dum- gigi- dum- dum- dum i wyciszenia, nie wiedziałabym kiedy piosenka się zmienia. Tak więc dostajemy tu kolejną kupę wszystkiego, gitarową papkę z „cieniutkim” sopranem i miernym growlem. Pojedyncze numery może i by się dało posłuchać, ale w całości zwyczajnie męczy.

Napisałam to wszystko zupełnie bez polotu, jaja, energii czy jakichkolwiek uczuć, bo niestety ale i płyta taka właśnie jest. Mało wybrednemu czy początkującemu słuchaczowi może i się spodoba. Ja wolę pooglądać Toma i Jerrego…

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Ray Of Hope
02. Twisting The Knife
03. Return From The Ashes
04. Relief
05. Icecold
06. Apathy
07. Endeavour To Life
08. All Eyes On Me
09. Bitter Visions
10. Hourglass
11. Red Winter’s Snow II: Blood And Stone
12. Not The One
Autor

34 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *