Violator „Chemical Assault”

Wydawca: Earache Records

Kolejny thrashowy album. No i co ja mam biedny zrobić, skoro znów płyta mnie rozpieprzyła? Znów będzie narzekanie, że Oracle same dobre recki robi… Ech, ciężkie jest życie recenzenta…

Tym razem życie „utrudnia” mi brazylijski Violator. Ale ja takie utrudnianie uwielbiam, hehe. No bo kto powiedział, że życie ma być letkie, łatwe i przyjemne? Zwłaszcza, że „Chemical Assault” to totalnie rozpierdalający debiut. Nie będę Wam tu teraz gadał farmazonów, że jest to płyta na miarę „Show No Mercy”, „Bonded By Blood” czy „We Have Arrived”, bo tamte płyty były czymś nowym i oryginalnym. Natomiast Violator to jedynie ich spadkobiercy – zajebiści epigoni, godnie niosący sztandar nienawiści i brutalnego thrash metalu. Taaa, bo „Chemical Assault” to nie jest leciutkie ekhm.. thrashowanie w stylu „czarnej Metalliki” z ultraprzebojowymi balladami do przytulania dziołchy. Tutaj mamy cięte jak brzytwa Freddy’ego Krugera riffy, odgrywane z szybkością bolidu F1. Mamy tutaj mordercze napieprzanie w gary (swoją drogą, ciekawe, czy pałker rzeczywiście ma na nazwisko Araya, czy tylko chciałby mieć…). Mamy tu rozwrzeszczany wokal. Mamy wreszcie tonę naszywek na wytartych katanach Brazylijczyków, choć pewnie te katany i tak mają po starszych kolegach, bo Violator to kapela młoda, jak większość thrashowych załóg w katalogu Earache Records. Ale dobrze, bo trzeba pokazać zasmarkanym szczylom w koszulinkach krejdleoffilf, co to jest prawdziwie thrash’owy album. Dlatego chwała Digby’emu, że wynajduje takich młodych killerów, a nie kolejnych pseudo-wampiryków, albo zadumanych emo-cieciów. I naprawdę chuj kładę na to, że nie ma tu ani krzty oryginalności, bo jak słucham przykładowo takiego „The Plague Returns” (w którym to notabene wymieniono całkiem sporo zajebistych płyt, mających niewątpliwie wpływ na Violator – kto je rozpozna ma nagrodę – niespodziankę od redakcji: wujek Hellstorm przeleci mu siostrę i weźmie za tę czynność tylko kilka piw, hehe) to głowa sama kręci takie młynki, że patrzą na mnie jak na wariata. I co z tego, że jadę autobusem? Wszak wszyscy jesteśmy uzależnieni od moshu!

Ok., przyznaję się, rajcuje mnie ta płyta i nie za bardzo wiem co napisać, by nie popaść w kalkomanię i schematyczność Mało było w tej recenzji konkretów o muzyce, no ale każdy przecież wie, jaki ma być thrash metal, by wybijał zęby, łamał kości i kopał w bebechy. A jeśli nie wie, niech sięgnie po „Chemical Assault”.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Atomic Nightmare
2. UxFxTx (United for Thrash)
3. Destined to Die
4. Addicted to Mosh
5. Brainwash Possession
6. Ordered to Thrash
7. Toxic Death
8. Lethal Injection
9. The Plague Returns
10. After Nuclear Devastation
Autor

11342 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *