Wydawca: Horror Pain Gore Death Productions

Kto by pomyślał, że na debiut jakiejś kapeli trzeba czekać aż dwanaście lat. Albo się musiało komuś zajebiście nie chcieć, albo w tym czasie cała kapela tylko imprezowała. Albo już sam nie wiem.

Jeszcze żeby te dwanaście lat sierdzili na wymyślaniu ponadczasowego dzieła popychającego muzykę o dwie dekady do przodu to jeszcze bym przymknął na to oko, ale w przypadku debitu Vex delikatnie rzecz ujmując nic mi nie stanęło, ani specjalnie nie zdrętwiało… To co znajduje się na „Thanatopsis” można określić jako mieszankę old schoolowego death/thrash metalu i co więcej.. No właśnie niewiele! Zapuściłem tę płytkę z nadzieją na coś ciekawego, ale gdy przesłuchałem parę razy raczej się tym faktem zmęczyłem, bo z głośników wydobywa się monotonna, melodyjna breja – wolno (zbyt wolno) zmierzająca do końca. Straszna nijakość bije na każdym kroku i z każdego dźwięku. Niby są to patenty, w których słychać echa czasów minionych, gdy metal miał trampki, dżinsy i kudłatą fryzurę z grzywą, ale całość nie robi wrażenia. Są momenty, w których to wszystko zaczyna mieć jakiś ciekawszy kształt i formę (np. w pierwszym numerze), ale w żaden sposób nie ratuje to obrazu całości. Dodatkowo produkcja też nie wyszła najlepiej, a okładka mi się niepodobna, więc wysokiej oceny nie będzie.

Miałem nadzieję, że to może jeden z tych materiałów, których trzeba się trochę osłuchać żeby ”zaskoczyły”, ale nic z tego. Znowu odezwała się we mnie polaczkowatość i sobie ponarzekałem.  Ale jest na co, bo debiut Vex to raczej mało ciekawa pozycja.

Ocena 3,5/10

Tracklist:

1. Thanatos
2. Motionless
3. Apocalyptic Dream
4. I. Eyes of Wrath
5. II. Erosion
6. Era of Delusion
7. The Past is Frozen