Vader „Future of the Past II – Hell in the East”

Vader Future of the Past II - Hell in the EastWydawca: Witching Hour Productions

W sumie to trochę przerzucaliśmy się recenzją tego krążka, koniec końców stanęło na tym, że ja zrecenzuję najnowszy materiał Vader, czyli „Future of the Past II – Hell in the East”.

Metalowcy w większości to tacy inżynierowie Mamoniowie – nawet jeśli są umysłami ścisłymi, to lubią melodie, które już kiedyś słyszeli. Wypuszczenie płyty z takimi melodiami też chyba nie wymaga tyle wysiłku co skomponowanie nowego, dobrego materiału. Nie wiem, czy z takiego założenia wyszedł Vader, czy może z innego. Tradycja upychaczy między pełnowymiarowymi albumami została w każdym razie podtrzymana. Ale przejdźmy do konkretów… Tak naprawdę gdy usłyszałem, że Peter pracuje nad taką kompilacją pomyślałem „po chuj?” (bo myślę raczej zwięźle). Potem wyjaśniło się, że będą to tylko numery polskich zespołów (ostatecznie nie do końca, wszak pojawił się tu Krabathor), więc już lepiej to wyglądało. A jak rzeczywiście się to prezentuje? Muzycznie – nieźle. Są po prostu pewne utwory, przy których trzeba się bardzo starać, żeby je zjebać. Do tego miło zaskoczył mnie dobór kawałków, które Vader wziął na warsztat. Co prawda dla polskich maniaków te kapele nie powinny być w żadnym wypadku obce, ale jeśli jakimś cudem zainteresują się tym wydawnictwem maniacy z zagranicy to może część z nich doceni kunszt Thrasher Death, Scarecrow czy Markiz de Sade. Zwłaszcza, że pod względem instrumentalnym te kawałki zostały całkiem nieźle odegrane, a jedyne zastrzeżenia mam do… wokali Petera. Kurna, jak dla mnie to nie wypadły najlepiej, są pozbawione mocy… O ile w tekstach polskojęzycznych bronią się, o tyle tam gdzie wokale są po angielsku, brzmią jakoś płasko i jednostajnie… Niby w porządku, ale jakoś nudnawo… Zdecydowanie najlepiej wypadają te kawałki, gdzie gościnnie ryczą Bruno, Cipis, Berial czy Krzysztof Hoffer… Trochę szkoda, zwłaszcza jak człowiek sobie przypomni jakie zniszczenie niosły struny głosowe Petera na takim „De Profundis”. No ale ja rozumiem, że dwie dekady robią różnicę… Za plus uznaję natomiast fakt, że „Future of the Past II – Hell in the East” ukazało się również na taśmie, choć zdaję sobie sprawę, że więcej tu kalkulacji, iż aktualnie taśma jakby miała swój renesans… Dla mnie to zawsze był ulubiony format, więc mimo to – bardzo dobrze. Choć mam nieodparte wrażenie, że zespół po latach zaklinania rzeczywistości jednak stwierdził, że lepsze czasy to już były i stąd ten nagły wysyp wznowień, powrotów do starego logo, do klasycznych metalowych grafik w miejsce koszmarków znanych z „Revelations” czy „Impressions in Blood”. Ale skoro wciąż znajdują się na to chętni…

Jaki więc werdykt? Cóż – typowy wejderowski zapychacz. Mimo wszystko – całkiem przyjemny. Polakom przypomni pewne zespoły, zagraniczniakom je uświadomi, aspekt edukacyjny więc spełnia. Ekonomiczny podejrzewam również… Co do artystycznego – mam mieszane uczucia.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Ostatni diakon (Exorcist cover)  
2. Noc demona (Ghost cover)  
3. Necronomicon (Imperator cover)  
4. Totální destrukce (Krabathor cover)  
5. Sen schizofrenika (Markiz de Sade cover)  
6. The Beginning of Darkness (Merciless Death cover)  
7. Ostatni sakrament (Scarecrow cover)  
8. No Return (Slashing Death cover)  
9. Czas apokalipsy (Slaughter cover)  
10. Necromaniac (Thanatos cover)  
11. Czarny anioł (Thrasher Death cover)  
12. Wyrocznia (Kat cover)

 

Autor

10086 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *