undergang

Wydawca: Dark Descent Records

Na dniach pojawi się nowy album Duńczyków z Undergang, a wraz z nim mnóstwo obrzydliwości, zaropiałych ran, rozkładających się w gnojówce zwłok i resztek, których nie tkną się nawet świnie.

Przynajmniej mnie „Døden læger alle sår” kojarzy się właśnie z taką scenerią. Podejrzewam, że większości z Was również, zwłaszcza jeśli dobrze wsłuchacie się w ten krążek. Pierwsze co się Wam rzuci w uszy to tempo – panowie zwolnili. Pomimo że nigdy raczej nie stawiali na szybkość tak teraz ich muzyka wydaje się wręcz uprawiana w olbrzymim mozole, powoli i sukcesywnie. Brzmienie zrobiło się cięższe, bardziej chropowate i zapiaszczone – na pierwszy rzut ucha przypomina mi Mortician, może nieco bardziej rozbudowane no i dłuższe, a także bez sampli, hehe. Nie zmienia to faktu, że takie granie bardzo mi leży, nawet jak panowie zwalniają już niemal do doom’owych rejestrów (vide: „Lemlæstelsens kunst”) – łykam te okropności. Bo fakt, Undergang udanie roztacza wokół siebie aurę zgnilizny – numery z tej płyty jebią na kilometr. Potęguje to jeszcze głęboki, gutturalny wokal, schowany lekko za ścianę gitar, nieubłaganie sunących w stronę słuchacza. Zazdroszę kurwa ponownie w tym miejscu mieszkańcom Szczecina, którzy będą mieli niekłamaną przyjemność obcowania z tym zespołem na żywo, już całkiem niedługo – chętnie zostałbym obrzygany (oczywiście w muzycznym znaczeniu tego słowa) przez Undergang.

Pozostaje mi jednak ekscytowanie się ekskrementami w domowym zaciszu. Do czego zresztą i Was zachęcam. Wyśmienite.

Ocena: 9/10

 

Tracklist:

1. Døden læger alle sår  
2. Jomfrublodbad  
3. Kronisk betændelse i tarmene  
4. Ad Ligbitum  
5. Radbrækket  
6. Lemlæstelsens kunst  
7. Kogt i blod  
8. Gravrust  
9. Dødsfald