Ulvdalir „Soul Void”

Wydawca: Black Devastation Records

Tą kapelą zajmowałem się już osobiście na łamach ChaosVault.com i to nawet całkiem niedawno. Teraz przyszła kolej na drugi krążek tego zespołu, wydany tak samo jak „Flame Once Lost” w tym roku. Niezły przemiał mają…

Ulvdalir przeszedł zmiany. Skład mu się poszerzył o dwóch członków – R. Vinda i D. Noxa. Tym samym z one man bandu Ulvdalir przeszedł transformację w trio. Sam materiał Rosjan skomponowany został w latach 2005 – 2007, a więc przedstawia już trochę bardziej aktualne oblicze zespołu. A jakie ono jest? O ile „Flame Once Lost” było stricte black metalowym albumem, to już na „Soul Void” mamy trochę większy ładunek thrash metalu, aczkolwiek nie aż taki, by Ulvdalir nagle zaczął grać retro black/thrash. Jest to jednak słyszalne. Poprawiło się też brzmienie, nie jest już takie lekko plastikowe, jak to miało miejsce na debiucie, teraz z głośników wycieka już rzeczywiście porządny sound, aczkolwiek nadal mieszczący się w ramach podziemnego brudu. No ale mimo tego, co powiedziałem wcześniej o ładunku thrash metalu, „Soul Void” to wciąż black metalowy album i ten kto szuka tu czarnej polewki będzie kontent. Utwory są bardziej zdaje mi się przemyślane, w każdym razie słucha się ich lepiej, niż debiutu, słychać też mocne ciągotki w stronę pagan/blacku, zwłaszcza ze względu na rosyjskojęzyczne teksty i charakterystyczne zwolnienia. Dwa rodzaje wokali – klasyczny skrzek oraz moim zdaniem lepiej wypadający silny bardziej czytelny wokal robią fajną rzecz, mianowicie urozmaicają na ile mogą ten materiał. Na tle kawałków wyróżnia się ostatni, który jest już rzeczywiście retro blackowym kawałkiem utrzymanym w stylu Hellhammer, ale i Sodom czy Bathory. I pewnie nie byłoby źle, gdyby nie czas trwania krążka – prawie godzina to zdecydowanie za długo, zwłaszcza przy rodzaju muzyki, jakim para się Ulvdalir. Bo krążek po prostu męczy po pewnym czasie, ja w każdym razie dłużej niż dwa, góra trzy przesłuchania nie wytrzymywałem.

„Soul Void” nie rzucił mnie na kolana, podobnie jak wcześniejsza płyta. Owszem, jest dobrze zagrane, słychać, że chłopcy się starają, no i rzeczywiście, jest lepiej niż w przypadku „Flame Once Lost”. Jednak nadal jest to płyta jakich wiele.

Ocena: 3,75/6

Tracklist:

1. Tormenting catharsis
2. Herald of ruin
3. Dropping the gulp of blood
4. Night of the soul void
5. Life denial
6. Enemy of every human
7. In the glare of the pyres
8. Gates of death
Autor

9996 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *