Ulvdalir „Flame Once Lost”

Wydawca: Black Devastation Records

O Rosji ostatnio w mediach głośno, więc tak szanowany i opiniotwórczy serwis jak ChaosVault nie może być gorszy, haha. Ale my tam po Miedwiediewie jeździć, niczym po burej suce, jeździć nie będziemy, zajmiemy się zaś życiem kulturalnym tego kraju.

Ulvdalir (kurwa, nie mogę tej nazwy zapamiętać, co ja – aż taki debil?) to one man band (choć ponoć obecnie zespół się rozrósł był) z rzeczonej Mutuszki Rassiji. Płyta „Flame Once Lost” to natomiast debiut osobnika o ksywie Winterheart. No i ów Łinterhart pogrywa sobie od kilku lat black metal w dość purystycznej formie. Czyli bez klawiszy, gotek – idiotek, skrzypków, oscypków i fujarek doustnych. Tak swoją drogą, to materiał na „Flame Once Lost” jest dość stary, gdyż skomponowany został z sześć – siedem lat temu, nagrany w 2005, a wydany dopiero parę miesięcy temu. Ale, jak to mówią, lepiej późno niż wcale, bo nie jest to zła płyta i tych kilku kawałków słucha się bez większego bólu dupy. Proste utwory, z raczej oczywistymi wpływami Darkthrone, Burzum i im podobnych. Chociaż taki „To The Great Eternity” kojarzy mi się z Samael i jego debiutanckim „Worship Him”. Podobnie zresztą jak fragmenty „Cold Of The Solitude”. Całość brzmi nieźle, oczywiście z obowiązkowym brudem, zajebiście uwypuklonym basem, pogłosem nałożonym na wokal (co z początku mnie drażniło, ale potem się przyzwyczaiłem). Zauważyłem też różnicę w brzmieniu kawałków pierwszego, drugiego i piątego, a trzeciego i czwartego, więc prawdopodobnie materiał ten był nagrywany na raty czy coś. Ale i tak „Flame Once Lost” wyszło całkiem zgrabnie. No ale jak każda (no, większość) z młodych kapel black metalowych tak i Ulvdalir nie potrafi jeszcze na dłużej przykuć mojej uwagi do swego debiutu. Kilka, kilkanaście przesłuchań i odstawiam „Flame Once Lost” na półkę. Sięgnę po nią pewnie za jakiś czas, ale pewnie nie szybciej niż za kilka tygodni.

Cóż mam napisać, by się nie powtórzyć? Chyba się nie da. A więc: Ulvdalir nagrał debiut, który mogę określić słowami „w porządku”. Kto lubi ten się zainteresuje, kto nie lubi, nawet nie zanotuje faktu, iż debiut tej rosyjskiej grupy jest na rynku.

Ocena: 3,75/6

Tracklist

1. The black wind
2. To the great eternity
3. Cold of the solitude
4. Purity to blood
5. The cold hall
6. In a blaze of sunset
Autor

9989 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *