Turin Turambar „Corona Regni Satanae”

Znacie Stillborn? Lubicie? I myślicie, że tylko dlatego, że Turin Turambar jest projektem jednego z muzyków to wicie, czego się spodziewać? Gówno wiecie.

Turin Turambar to – powiem już na wstępie – muzyka porąbana. Daleka od klasycznie przyjętego rozumienia metalu, a już na pewno od tego, co znamy z płyt Stillborn. Ataman z towarzyszami porusza się tutaj po efemerycznych projekcjach zapewne własnego umysłu, które przełożył na język słowa pisanego oraz muzyki. Wyszło z tego coś trudnego do sklasyfikowania w tradycyjnych metalowych ramach. Bo czy to jeszcze jest metal? Po części pewnie tak. „Corona Regni Satanae” jest tworem makabrycznie skomplikowanym, amorficznym, w którym elementy black’owe, death’owe, rock’owe, doom’owe, ambientowe i industrialne przenikają się w tak swobodny sposób, iż nie sposób wychwycić konkretnych kształtów i konturów. Muzyka płynie sobie umaczana w oparach językowego absurdu, zahaczającego wręcz o genialną grę skojarzeń i słów („Uciąłem sobie drzemkę – w chwilę później nogę…”). Wszystko toczy się powoli, ale nieuchronnie, chwilami jednak Turin Turambar atakuje słuchacza zmasowanym atakiem perkusji i gitar. Przeważają tu jednak miarowe tempa, a bardzo często wręcz muzyczna arytmia, która za cholerę nie chce się podporządkować logicznemu rozwojowi. Wokale mamy tu tak samo różnorodne, jak muzykę – od charkotu, szeptu, wycie a’la Attila („Deszcz II”), krzyk, deklamację… Zajebiście to wszystko jest złożone, skomplikowane i chaotyczne – a przynajmniej takie stwarza wrażenie. Równocześnie wszystko tutaj do siebie pasuje, nawet ostatni numer idealnie wpasował się w resztę kompozycji na „Corona Regni Satane”. Mnie ta płyta kupiła, choć długo się w niej zasłuchiwałem, próbując wychwycić jeszcze coś. I pewnie jeszcze sporo bym tu wynalazł, jednakże nie wypadało odwlekać tej recenzji jeszcze bardziej w czasie.

Turin Turambar zapewne przez wielu zostanie wyśmiany, a przez równie dużą liczbę osób będzie wielbiony. I to chyba jest wyznacznik tego, że mamy do czynienia ze sztuką – obojętnie koło tego krążka przejść się nie da.

Ocena: 8/10

Tracklist:

01. Złodziej Ryb

02. Drugi Dom Os

03. Za Chram

04. Deszcz II

05. Octu Noce

06. Bagno Mar

07. Czarny Pies

08. Koda

09. Prokreacja Niebytu

Autor

11357 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *