Triforium Dawn „Morningside”

triforiumMam bardzo mieszane uczucia względem Triforium Dawn. Z jednej strony widzę, że kolesie są zaangażowani w to co robią i starają się kroczyć swoją ścieżką.

Ale co, gdy ta ścieżka prowadzi ich na manowce? „Morningside” to ich drugie demo, na którym zamieścili pięć kawałków – powinno być w sam raz, by wyrobić sobie o nich zdanie. Ale ja w dalszym ciągu nie mogę przełknąć tego materiału. Może powiem w czym rzecz – Triforium Dawn pogrywa sobie muzykę, którą można by nazwać jako mikstura heavy metalu  i technicznego thtash metalu, z przewagą tego pierwszego. Do tego obleczono to w dość ciężkie brzmienie (szczególnie daje się to odczuć w drugim kawałku), rzadko dziś spotyka się kapele heavy metalowe, które brzmiały by w ten sposób – to jest więc na plus. Same kompozycje są raczej mało chwytliwe, co już samo w sobie jest dziwne, wszak heavy raczej zawsze wpada w ucho – to najwyraźniej jest pokłosie tych technicznych thrash metalowych inklinacji. Kojarzy mi się to z polskimi produkcjami thrash metalowymi z samego początku lat dziewięćdziesiątych – wiecie, te wszystkie Astarothy, Dragony, Turbo… Właśnie – wokalista brzmi mocno pod Kupczyka z tych mocniejszych płyt, z okresu „Epidemic” na przykład, a kiedy indziej a’la Dickinson ze słabszych płyt Ironó (np „No Prayer For The Dying”). Nie wypada to fajnie, a w zasadzie drażni – ja nie przepadam za taką manierą w metalu. Wracając jeszcze do sfery muzycznej – nie wiem, jakoś dla mnie wypada to za miękko, zbyt mętnie – chwilami po prostu mało ciekawie. A im bliżej końca, tym bardziej mi się dłuży – jeśli mam być szczery, to niespecjalnie mnie to demo przekonuje.

Niech Triforium Dawn jeszcze próbuje, ćwiczy i tak dalej. Może dzięki temu kolejny materiał będzie lepszy, jednak „Morningside” na dzień dzisiejszy jawi mi się jako średniak co najwyżej.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Morningside    
2. Gimp Canetapper    
3. The Captavity of the Sons od Dracul    
4. Let Salem Burn in Hell    
5. Eclipsed Moonchild
Autor

12173 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *