Tribulation „Down Below”

 

Wydawca: Century Media Records

Pewnie wszyscy zainteresowani już przesłuchali „Down Below” na lewą stronę i zdążyli sobie wyrobić swoje zdanie na temat tego albumu. To jeszcze ja się wypowiem.

Nie ukrywam, że na wczesnych albumach Tribulation bardzo mi się podobało. Debiut był czystym death metalowym atakiem w starym, dobrym stylu. Drugi album natomiast był… po prostu był czymś niemal genialnym – mroczny death metal z elementami rocka z lat siedemdziesiątych wyrwał mnie z butów i spowodował, że „The Formulas of Death” nie opuszczał mojego odtwarzacza. Natomiast gdy Tribulation przeszło do Century Media Records ich muzyka zmieniła się znacznie, niestety w mojej opinii – na gorsze. I po kilku pomniejszych wydawnictwach przyszedł czas na „Down Below”, na którym death metalu już nie znajdziecie, a jedynie jakieś dziwnie rozwodnione dźwięki, wyzute z jakiejkolwiek agresji czy brutalności. Panowie przeszli całkowicie na stronę rock wymieszanego z gotykiem czy jakimś dark romantic death rockiem. I o ile u niektórych kapel taka mieszanka wypada naprawdę wspaniale (Light of the Morning Star), tak u nich… rozczarowuje. Co prawda „Down Below” ma momenty, niemniej jednak mój odbiór tego krążka jest bardzo stonowany. Nie będę krzyczał, że Tribulation zdradziło ideały śmierć metalu, może w wytwórni należącej do Sony tak należy – mi się ten krążek po prostu nuży. Niby wszystko tu się powinno zgadzać, nóżka sama chodzi, melodie wpadają w ucho, ale wypadają równie szybko. Takie wałki jak „Subterranea” jeszcze całkiem nieźle się bronią – po prostu słychać w nich śladowe pierwiastki death metalowej sztuki, zagrane w bardzo przyjemny sposób, ale zdecydowana większość „Down Below” to po prostu rozwodniona zupka bez smaku, bez konkretnej konsystencji, przelewająca się przez palce, przepływająca przez słuchacza i absolutnie nie pozostawiająca żadnych głębszych doznań. Szkoda, że Tribulation po wspomnianej fantastycznej dwójce poszło w taką muzyczną nijakość. Dodatkowym gwoździem do trumny jest fakt, że ten album trwa czterdzieści sześć minut, a mnie wydaje się jakby był trzypłytową kompilacją. No po prostu nuda.

Szkoda mi Tribulation, bo mieli okazję wprowadzić coś świeżego na death metalowej scenie. A oni po prostu z niej wyszli i nawet się nie pożegnali. Nieładnie.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. The Lament
2. Nightbound
3. Lady Death
4. Subterranea
5. Purgatorio  
6. Cries from the Underworld
7. Lacrimosa
8. The World
9. Here Be Dragons
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *