Trelldom „Til Minne…”

Wydawca: Regain Records

Regain Records od kilku lat skupia pod swoimi opiekuńczymi skrzydłami, które można określić mianem „górnej półki”. No bo Marduk, czy Behemoth to już uznane marki na metalowym poletku. Ostatnio do tego zacnego grona dołączył Trelldom. Zespół, który prawdopodobnie nigdy nie będzie zapełniał sal, tak jak wcześniej wspomniane kapele. I nie z powodu ułomności, czy czegoś innego. Po prostu grają bardziej prymitywnie, mniej chwytliwie i są bardziej zakorzenieni w tak zwanej „tradycji”.

„Til Minne…” to trzeci album Norwegów. Co poniektórzy mogli się już z nazwą Trelldom spotkać, a to z powodu wokalisty – miłego gentlemana, który jest stałym bywalcem zakładów penitencjarnych, a gdy akurat nie siedzi, to sprowadza polską młodzież na manowce obscenicznymi koncertami, kalającymi ziemię, wiarę i co tam jeszcze. Tak, chodzi o Gaahla. Nietaktem byłoby jednak porównywanie Trelldom do Gorgoroth. Oddając bowiem sprawiedliwość chronologii, to Gorgoroth powinien być porównywany do Trelldom, jeśli już, z tego bowiem powodu, iż jest młodszy po prostu. Ale tak w ogóle, to wielkiego podobieństwa między obiema kapelami nie ma. Ten drugi band gra bowiem muzykę w średnich i szybkich tempach, bardziej rytmiczną i jeśli koniecznie muszę podać jakieś, mniej lub bardziej celne, porównanie, to powiem, iż kojarzyć się może z Darkthrone z okresu „Ravishing Grimness”. Żadnych ekstrawagancji w sferze kompozytorskiej, ot szybko, zwięźle, sprawnie i do przodu. W kwestii brzmienia również wszystko w normie – wysokie i przybrudzone gitary, trochę płaska perkusja i skrzekliwy wokal Gaahla. Nie jest to płyta, którą mógłbym polecić fanom bombastycznych orkiestracji i klawiszowych pasażów na miarę Dimmu Borgir, na przykład dlatego, że w ogóle ich tu nie ma. Dobry powód, co? A tak na poważnie, to na tej płycie mamy proste napierdalanie i zwolnienie w marszowym tempie, napierdalanie i zwolnienie. Ale słucha się tego nadzwyczaj przyjemnie, bo „Til Minne…” ma feeling, którego nie ma spora część kapel, grających w tym stylu. Numery na nowej płycie Trelldom są równe, chwilami transowo wciągają słuchacza, jak siódemka – „Steg”, czy trójeczka „Fra Mitt Gamle…” i jedynie ostatni na albumie „Eg Reiste Minet…” odbiega od całości. Jest to folkowa melodia, zakończona charczeniem i mruczeniem, zapewne Gaahla. W sumie nie ma to nic więcej do opisywania, „Til Minne…” to płyta dobra i spokojnie mogę ją polecić maniakom Norwegii. Nie znajdą tu żadnego novum, tylko stary, porządny black metal, tak ukochany przez Szatana. A skoro jemu się podoba, to i Wam może, przynajmniej przez kilkanaście przesłuchań. Do czasu, aż z Północy nie dotrze do nas kolejna porządna pozycja. Wtedy album pójdzie zapewne na półkę, by od czasu do czasu, przy odkurzaniu, wrzucić płytkę do odtwarzacza i podelektować się przez pół godzinki, tym co dla nas zgotował Trelldom.

Ocena: 4/6

Tracklist:

1. Til Minne…
2. Bortkomne Svar
3. Fra Mitt Gamle…
4. By My Will
5. Vinternatt
6. From This Past
7. Steg
8. Eg Reiste I Minnet 0
Autor

11253 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *