Trauma „Rapture and Wrath”

Trauma Rapture and WrathWydawca: Pure Steel Records

Oczywiście wszyscy kojarzą Traumę? A jaką (z kilkunastu innych Traum) kojarzycie? Oczywiście, tę w której terminował jeden koleś zanim przeniósł się do największego zespołu pod słońcem. Co prawda nagrał on z nimi tylko jedno demo, ale to wystarczyło, by zespół ten zapadł w świadomość tysięcy.

Trauma z USA nagrała po tym demo jeszcze pełnowymiarowy krążek oraz demo i wieść o nich przepadła. Do czasu jak powrócili dwa lata temu do świata żywych, a nie tak dawno wypuścili po niemal trzydziestu latach od debiutu drugi krążek. I to o nim dziś będzie mowa. „Rapture and Wrath” to niemal godzina amerykańskiego power metalu, skomponowanego i brzmiącego według wszelkich prawideł, jakimi rządzą się dziś heavy metalowe płyty – jest to mocno brzmiący materiał, wpada w ucho, ale też ma w sobie jakiś taki pazur, który sprawia, że nie brzmi to ciotowato. Choć sporo tu też takich kawałków, które zaczynają się spokojnie, balladowo, czy przynajmniej akustycznie, by potem uderzyć całą swoją heavy metalową energią. Fajnie, choć trąci myszką, jak zresztą cała muzyka Traumy. Ja osobiście trochę żałuję, że zespół nie zatrzymał tego oldskulowego soundu, jakim cechował się na początku lat osiemdziesiątych. Z drugiej strony ich rozumiem, że wciąż chcą grać to co lubią, a równocześnie iść z duchem czasu i nie brzmieć jak wtedy gdy mieli po dwadzieścia lat. A teraz najważniejsze – czy nowy album Traumy mi się podoba? Cóż, no nie jest tragicznie, ale nie mogę powiedzieć, że dupę mi urwało czy cokolwiek. Takich metalowych płyt usłyszeć można setki, a już zwłaszcza Pure Steel Records specjalizuje się w odkurzaniu takich dobrych heavy metalowych bandów sprzed dwóch – trzech dekad. Sęk w tym, że ta muzyka jest dobra, ale też nie wiele więcej. Posłucham raz, posłucham dwa i trzy i cztery, napiszę recenzję, przestanę słuchać. I jak kiedyś mnie najdzie to sobie włączę, przesłucham raz i znów powrócę za pół roku do takiego „Rapture and Wrath”. Nie przez to, że jest zła, ale przez to, że nie siedzę już w tych klimatach i nie czuję po prostu potrzeby obcowania z solidnymi, choć jednak przeciętnymi albumami jakoś nader często.

Reasumując, Trauma wydała dokładnie taki album – solidny, ale przeciętny. Niezły, ale trochę nie dla mnie. Pewnie większość osób zainteresuje się nim z uwagi na wkład jego muzyków do muzyki rozrywkowej w ogóle (konkretnie jednego) niż z uwagi na niebywałe cechy artystyczne.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Heart of Stone
2. When I Die
3. The Long Way Home
4. Pain
5. The Walking Dead
6. Kingdom Come
7. Egypt
8. Under the Lights
9. Don’t Tread on Me
10. Too Late

 

Autor

10086 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *