Toxaemia “Where Paths Divide”

Toxaemia > Where Paths Divide

Wydawca: Emanzipation Productions

Kolejny z zespołów aktywnych dawno dawno temu powraca ze świata umarłych. Albo jak się okazuje – nieumarłych.

Nieumarłych pasuje zresztą zdecydowanie lepiej w odniesieniu do kapeli grającej klasyczny death metal. Co ja mówię, jakie „grającej klasyczny” – tak się składa, że Toxaemia była w forpoczcie szwedzkich zespołów death metalowych, tylko jakoś tak mieli panowie mniej szczęścia od innych kapel. Po kilku mniejszych materiałach wypuszczonych w 1990 i 1991 roku kapela się rozpadła. Dlatego też nadchodzący „Where Paths Divide” to w zasadzie debiut Szwedów. Po trzydziestu latach. Całkiem niezły, przyznam. Zespół, który ze starego składu ma w swoich szeregach jedynie dwie osoby – basistę i gitarzystę – nie zapomniał, jak komponuje się szwedzki death metal. Nawet nie mógłby, bo skład uzupełniają uznani zawodnicy, między innymi perkusista Perra Karlson. Nie dziwi więc poziom utrzymany na „Where Paths Divide”. Album jest niezły – wściekły, brutalny, równocześnie są fragmenty, w których melodie są nieznacznie bardziej przystępne (na przykład w „Six Fold Revenge”). Innymi słowy można by określić ten krążek jako typowy szwedzki death metalowy album i nie powinno to być brane za zarzut, chyba że ktoś nie przepada za taką muzyką. Z drugiej strony, po co miałby sięgać wówczas po Toxaemia? Zaś maniacy Szwecji w tym wydaniu raczej nie powinni narzekać na ten debiut. Może i nie wyrywa z butów, tak jak klasyczne pozycje, czy niektóre albumy młodszych zespołów, a utrzymane w tym stylu, jednak ma naprawdę niezłe momenty – mocne, dosadne, śmiercionośne. Ogólnie, to bardzo równy, solidny album. Nie wiem czy był komukolwiek potrzebny, poza samymi muzykami, bo nie wnosi nic nowego, nie aspiruje do płyty roku – po prostu jest. Jest dobrym, death metalowym krążkiem w szwedzkim stylu. Tylko tyle i aż tyle.

Ja tam nie narzekam, że Toxaemia wróciła, nie skaczę też z radości – powrót jakich wiele, jednak panowie nie mają powodu do wstydu z uwagi na ten comeback. „Where Paths Divide” przypomniało kilku maniakom o tej kapeli. I fajno.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Where Paths Divide
2. Delusions
3. Pestilence
4. Buried to Rot
5. Betrayal
6. Toxaemia
7. Black Death
8. Six-Fold Revenge
9. Psycotic Pandemic
10. Leprosy
11. Hate Within
Autor

12463 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *