Wydawca; Blood Harvest Records

Ten zespół dane mi było poznać dzięki ich dobrej demówce. A teraz Kanadyjczycy uderzyli z nowym albumem i co tu mówić – jest jeszcze lepiej.

Pierwsze co rzuca się w uszy to lekko mniej przymulone brzmienie, które było jednak trochę bolączką na „The Bottomless Perdition”. Tutaj oczywiście zespół nie zaczął brzmieć jak Arch Enemy, ale na moje ucho jest trochę bardziej selektywnie, choć na słuchacza i tak przewraca się tona gruzu jak ściana na złomiarza, który nieopatrznie chciał wyciągnąć zardzewiały drut i na łeb zjebały się mu trzy kondygnacje w opuszczonym domostwie. Nie zmieniło się za to źródło, z jakiego Tomb Mold czerpią najwięcej. A znajduje się ono w Finlandii, na demówkach pierwszych death metalowych zespołów z tamtego kraju. Brutalne, ale wpadające w ucho riffy oraz głeboki growl to główne cechy charakterystyczne „Primordial Malignity”. Każdy z ośmiu utworów (licząc intro oraz outro) to pieprzony hołd dla tamtej sceny i wczesnych lat dziewięćdziesiątych, które może i niektórym kojarzą się z Balcerwiczem, ale innym na przykład z Xysma i Demilich i Abhorrence i innymi kapelami spod biało-niebieskiej flagi, za którymi tęsknicie. Część z nich odeszła w zapomnienie, ale Tomb Mold odświaża pamięć w doskonały sposób.

Poszukajcie sobie ich dokonań, bo warto – w pół godziny przeniosą Was ćwierć wieku wstecz, w świetnym stylu.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Intro – They Grow Inside  
2. Coincidence of Opposites  
3. Bereavement of Flesh  
4. Primordial Malignity  
5. Merciless Watcher  
6. Clockwise Metamorphosis  
7. Twisted Trial  
8. Vernal Grace – Outro