Todesweihe „The Black Mass”

 

Wydawca: Darker Than Black

Czasem pojawiają się w moim odtwarzaczu płyty, które rodzą w głowie pytanie „Po co”. I tak to właśnie wygląda z debiutanckim długograjem Todesweihe.

 

Todesweihe to zespół z Niemiec, który w podziemiu funkcjonuje od 2000 roku i nic większym – wydawniczo – się do tej pory nie odznaczył. I to się raczej nie zmieni. Słyszałem kompilację „Necronomicon Ex Mortis”, która ukazała się w zeszłym roku – niczym specjalnym się tamten materiał nie wyróżniał. Ot, przeciętny black z mocnymi konotacjami w stronę czasów, gdy głównym problemem norweskich blackmetalowców był sposób przyrządzania płatków. Takich do jedzenia. Problem z Todesweihe jest taki, że z twarzy zespół podobny jest zupełnie do nikogo. Kapela jakich setki, jeśli nie tysiące – powstawały, nagrywały (lub też nie) i znikały w czarnej jak dupa Szatana otchłani. Todesweihe trwa i doczekał się długograja. Materiał tylko i wyłącznie dla maniaków, bo oni będą go w stanie ewentualnie docenić. Prosty i nieco koślawy – czasem niestety mam wrażenie, że zbyt naciągane to wszystko. Umięjętności też jakby nieco brakuje. W sumie pewnie dlatego w myśl zasady – średnio umiesz grać, to się nie śpiesz, utwory nie oszałamiają tempem, a i niektóre rozwiązania tracą nieco banałem. W sumie to kolejna płyta na której powinna być nalepka „Tylko i wyłącznie dla maniaków”. Ci, którzy od muzyki wymagają więcej (na przykład, żeby płaciła za nich rachunki) nie mają tutaj czegoś szukać. Mnie jakoś specjalnie debiut Todesweihe nie zaczarował.

 

I koniec. Morału nie będzie.

Ocena: 5/10

Tracklist:

01. –

02. Warriors of Evil

03. –

04. The Black Mass

05. Buried and Forgotten

06. –

Autor

3746 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *