Tiberius „Picture of Your Life”

Melodyjny death z elementami deathcore – dzięki kurwa losie. Taka była moja pierwsza myśl po obadaniu meila od Tiberius. Niby mogłem olać, bo kto mnie sprawdzi. Ale ujęła mnie pełna świadomość nadawcy co do kejosowych standardów i ich akceptacja. No to jedziemy.

Subiektywnie rzecz biorąc nie dotknąłbym bym płyty z tym materiałem nawet kijem. Obiektywnie z kolei patrząc – to solidny krążek zbudowany z umiejętności muzyków i dobrych pomysłów. Nie zawsze swoich. Jest to w stanie wychwycić nawet tak nieobyty laik w gatunkach , które Tiberius miesza na tym materiale, jak ja. A wybrali sobie Panowie obszar muzyki do którego staram się nie zaglądać, żeby się nie zarazić. Bo jak wieść gminna niesie,  kontakt z tym gatunkiem powoduje, iż wpada się w anoreksję, niemal cała skórę pokrywają nagle chujowe tatuaże, a na ziemniaka zaczyna się mówić topinambur. I generalnie człowiek staję się płaczliwą pizdą.

No ale po kolei. Początek płyty jest obiecujący. Poza klawiszowym landrynkowym wstępem, który pozwolę sobie umieścić w szufladzie o roboczym tytule „nachujwamtointro”. I na chwilę się przy parapecie zatrzymajmy. Bo te klawisze stają się w niektórych miejscach elementem zupełnie niepotrzebnym. Takim muśnięciem waty cukrowej po dupie. Niby można, tylko po co.

Pojawił się też w mojej przygniecionej wiekiem głowie pewien problem. Chodzi o dwa pierwsze utwory. Nie mogę przypomnieć sobie z czym konkretnie mi się to kojarzy. I nie mam tutaj nawet na myśli zespołu (gatunek jest dość oczywisty), tylko chodzi o konkretne utwory. Umiejscowione gdzieś pod koniec lat 90. W Finlandii – jakby ktoś pytał o geografię.  Ten proponowany przez Tiberius melodyjny death nie przeszkadza. Tym bardziej, że nie jest on ani specjalnie przesłodzony, a i też koło różowej laikry nie stoi. I to on się tutaj przewija w większym („War of Mind”) lub mniejszym stopniu. Tylko, że oprócz tego jest jeszcze na muzyce Tiberius narośl o nazwie deathcore. W pierwszy tak dobitny pojawia się w utworze numer 2, gdzie Panowie wplatają breakdown. Nie robi to na mnie wrażenia, ale pewnie fanom deathcore’a spąsowieją gładkie lica. Natomiast oddać muszę, że ilość tych elementów na „Picture of Your Life”, a także sposób ich podania nie jest – z mojego punktu widzenia – męczący. Nie odrzuca od kontaktu z materiałem.

Nie znam chłopaków osobiście i nie będzie mi dane. Może są postrachem liceum, a może na koncerty wozi ich tata perkusisty i po sztuce – przed 22 – zbijają posłusznie do łóżek. Możliwe, że cała Bydgoszcz się ich wstydzi i nie są w stanie zapełnić nawet tej klity w której robi się tam koncerty. A może mają tłumy fanów? Konkludując, chuj mnie obchodzi kim są, muzykę – w obrębie wybranego przez siebie obszaru – robią przyzwoitą.

I już tak zupełnie na koniec. Szczerze i od serca – mam nadzieję, że nigdy się już nie spotkamy. Grajcie sobie tę swoją muzykę, bo Wam to wychodzi. Mnie do niej daleko.

Ocena: 6.5/10

Tracklist:

01. Intro Memories
02. Angel Shadow
03. Way to the New Life
04. Welcome to Your World
05. Time
06. True or False
07. Illusion
08. War of Words
09. Outro

Autor

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *