Thy Flesh „Thymiama Mannan”

thy flesh

 

Wydawca: Odium Records

To pierwsza płyta z małego stosu, który utworzył się nie wiadomo kiedy i skąd. Czas więc spiąć zwieracze i nadrobić zaległości. Na szczęście w przypadku Thy Flesh nie trzeba było specjalnie zagłębiać się w meandry ich debiutanckiego pełnowymiarowego albumu. Tutaj w zasadzie wszystko jest dość oczywiste.

 

Thy Flesh to projekt pochodzący z Grecji, a muzyka którą prezentuje na tej płycie jest taka, jak reprezentacji tego w kraju w piłce nożnej. Broni się. Idąc dalej piłkarskimi porównaniami, koncepcja taktyki Thy Flesh jest mało finezyjna, ale wiele razy już przed nimi sprawdzona. Wykorzystaj to, co już ktoś wymyślił. Skoro im się udało, czemu w Twoim przypadku ma to nie przejść. Thy Flesh stworzył w pewien sposób materiał ekstremalny, ale i melodyjny. Osadzony w klimacie greckiego blacku metalu, ale byłbym zwykłym chujem, gdybym nie wytknął „szwedzizny”, która wyraźnie się nam tutaj przebija. Grecy całkiem zgrabnie operują klimatem – mrocznym, ale i majestatycznym i jakkolwiek nie są to określenia wyświechtane, tak w tym wypadku prawdziwe. Dużą rolę ma tutaj perkusja (co mnie o tyle nie dziwi, że jeśli dobrze zrozumiałem głównodowodzącym jest tutaj pałker). Sporo na pewno potrafi, chociaż czasem przynudza. Czy to wszystko źle? Nie, bo dzięki takiej taktyce Thy Flesh już ma połowę sukcesu. Nagrał płytę do słuchania. To, czy stanie się ona „przeciętna”, „dobra”, czy „świetna” jest teraz w gestii wyrobienia słuchacza. Dla mnie to materiał do słuchania, ale jakoś specjalnie się o niego zabijał nie będę. Pewnie kiedyś wrócę do niego, jeśli nie zginie w mrokach pokoju.

 

Płyta jest całkiem fajnie wydana (chociaż koncept nie powala oryginalnością) i chociażby z tego powodu warto ucieszyć oko oryginałem, a nie kraść Thy Flesh z neta.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01. Thymiama Mannan
02. Final Nights
03. Rape Magic
04. Bloodsong
05. Temple of Absinth
06. Silver Tongue Devil
07. Extremity Unbound

Autor

3575 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *