Wydawca: Deathgasm Records

No to mamy kolejną płytę Throneum – drugą wydaną w 2016 roku. Wcześniejsza mnie nie zachwyciła, muszę przyznać, dlatego też do „Organic Death Temple MMXVI” podszedłem bez większych oczekiwań.

I chyba było to dobre rozwiązanie, bo ten album wszedł mi szybciej i głębiej niż poprzedni „Morbid Death Tales”. Może na taki stan rzeczy mieć wpływ to, że ponoć najnowszy album tak naprawdę powstał w 2013 roku, a teraz go jedynie na nowo zmiksowali i zmasterowali? Jest to jakaś opcja, kto by tam się nad tym głowił. Ważne jest, że „Organic Death Temple MMXVI” to siedem chaotycznych, death metalowych kompozycji, do jakich Tomasz już nas przyzwyczaił. Na plus zmieniło się moim zdaniem brzmienie – pomimo surowości brzmi naprawdę potężnie, z jednej strony dla Throneum dość charakterystycznie, ale jakby bardziej mięsiście niż w przypadku pozostałych. I też trochę więcej niż zwykle mamy tu smaczków – gitarowego noisu, który fajnie się wpisuje w ten ich mroczny, prymitywny death metal. I perkusja – nareszcie ten instrument brzmi na krążku Throneum tak jak powinien. Chwilami jest bardzo szybko, ale w takich kawałkach jak „I” czy „II”, gdy mamy zwolnienie to dopiero czuć zło drzemiące w tej muzyce. Więc po niezbyt udanym poprzednim albumie, niniejszy jest całkiem niezłą rehabilitacją, przynajmniej w moich oczach. I uszach.

Jak dla mnie – w dalszym ciągu mamy do czynienia z jednym z lepszych death metalowych aktów na polskiej scenie. Paskudny i brudny death metal dla odszczepieńców.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. I
2. II
3. III
4. IV
5. V
6. VI
7. VII