Them Pulp Criminals „Lucifer is Love”

them

 

Kontakt: Them Pulp Criminals

Ostatnimi czasy nie sypiam zbyt dobrze. W związku z tym z od paru tygodni chłonę uroki nocnego życia miasta. Całkiem przypadkowo trafiłem do knajpy w której co noc gra ten sam zespół. Them Pulp Criminals. I często tam zaglądam.

Tych dwóch młodzieńców doskonale pasuje do miejsca w którym grają. Ciemnego i zadymionego. Pubu gdzie większość bywalców to tzw. ściany działowe lokalu. Nikt bez nich nie wyobraża sobie takiego miejsca. Oni tutaj muszą być. Przepijają resztki pieniędzy, pławiąc się we własnej przeszłości. I to właśnie sentyment jest pierwszym słowem, które nasuwa się, kiedy Them Pulp Criminalas zaczyna swój występ. Do czasów, kiedy triumfy święcił rockabilly, a amerykańskie życie było zdecydowanie prostsze. Chociaż byłbym niesprawiedliwy i głuchy, gdyby w tym muzycznym rytuale nie zauważył głównej płaszczyzny. Muzyka Them Pulp Criminials „uśmiecha się” zdecydowanie bardziej w stronę psychobilly, zresztą też mnie to jakoś nie dziwi, znając upodobania muzyczne wokalisty. Chwilę to na nim chciałbym się skupić. Pierwsze utwory to spore wyzwanie dla niego. I słychać to niestety. Brzmi to mało naturalnie, jakby się bał. O nieczystościach nie wspomnę. Potem jednak w miarę gęstnienia atmosfery w pubie, większej ilości dymu papierosowego i procentów rzecz jasna, wokalista nabiera pewności siebie. I radzi sobie zdecydowanie lepiej. Materiał to naprawdę dobry, dlatego właśnie taki koncertowy rytuał mógłby się faktycznie powtarzać codziennie. Na razie pozostaje jedynie słuchanie debiutu Them Pulp Criminals w domu.   Materiał ten to Johny Cash, Nick Cave, Spyder 550 , muzyczne psychobilly, mentalne rockabilly. Nie jest to do końca mój opis (w jego pierwszej części), ale się z nim zgadzam. Dodałbym jeszcze echa Grave’a i Nessa.  Myślę, że płyta ta doskonale sprawdziłaby się jako soundtrack do filmów z niektórych przynajmniej podgatunków exploitation movie. Nawiązując jeszcze do tej „pseudo-fabuły” od której zacząłem, to ten materiał jest zdecydowanie do słuchania w nocy. W takich warunkach powstał i wtedy jest najbardziej szczery.

Powiem tak, między tym duetem wyraźnie zatrybiło, pojawiła się chemia. Warto iść z tym dalej. Z czystym sumieniem polecam. Chociaż nie wszystkim. A, fajnie zrobiony cover.

Ocena: 8/10

Tracklist:

01. Lucifer is Love
02. The 130
03. Goddamn Graveyard Luck
04. Ballad of a Highway Spirit
Love in a Void
05. (Don’t Bury Me in) Sacred Ground

Autor

3637 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

1 komentarz

  • co za zbieg okoliczności ! ekipa wolfpacka też przypadkowo trafiła na koncert, tylko w ich przypadku było to coffinshakers ! i też skończyło się to recenzją. Jaki ten świat mały !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *