The True Werwolf / Druadan Forest „The True Werwolf / Druadan Forest”

Wydawca: Werewolf Records

Gdy sięgałem po split The True Werwolf / Druadan Forest spodziewałem się chłostania porządnym black metalem z samego dna piekła. Przynajmniej takie były moje oczekiwania do The True Werwolf, bo Druadan Forest to słynie raczej z epickiego podejścia do tematu à la wielbiciele Frodo Bagginsa z Summoning. A co dostałem?

Dwa razy po dwadzieścia minut nudnego jak dół z wapnem pitolenia. Dobra. Zacznę od The True Werwolf. Te dwadzieścia minut zajęte przez fińskiego maestro czarnej sztuki to w zasadzie jeden motyw muzyczny. Ciężko powiedzieć, że w jakiś sposób ten motyw się rozwija czy ewoluuje. On po prostu istnieje przez 20 minut. Całość daje mocno Burzum, ale jest za długa i mnie po prostu nudzi. Podobnie sprawa się ma z drugą stroną tego wydawnictwa. Druadan Forest idzie w bardziej epickie klimaty. Są trąby, są kotły, jest i czerstwo brzmiący klawisz. Zresztą na bank każdy jeden dźwięk wygenerowany na tym numerze, pochodzi z tego samego instrumentu. Tu może jest nieco mniej monotonnie, ale zdecydowanie brak tu hipnozy. Nie zmienia to faktu, że jest to jeden wielki ZIEW!! I ja się teraz pytam: po co? Na cholerę komu płyta zawierająca dwa stanowczo za długie intra? Na jakiego chuja ktoś miałby tego słuchać? Nie potrafię odpowiedzieć na żadne z tych pytań.

Jeśli masz ochotę, drogi czytelniku, nausznie sprawdzić to wydawnictwo to nie będę cię do tego zniechęcał. Wiedz jednak jedno: jest na świecie setki tysięcy lepszych płyt. Nie podejmę się oceny, bo nie widzę w tym sensu.

Tracklist:

1. The True Werwolf – Frozen Throne of the Final Winter of Endless Sorrow (The Funeral of All Life)
2. Druadan Forest – Ravenwinds on My Path Towards the Entrance into the Cold and Lonely Mountain
Autor

701 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *