The Sixpounder „Going To Hell? Permission Granted!”

Gdybym wiedział od początku, że będę recenzował płytę takiego zespołu, pewnie grzecznie bym podziękował. Ale płyta do mnie trafiła, więc i zrecenzuję ją sumiennie, zgodnie z moim prywatnym, subiektywnym gustem muzycznym.

Okej, ten wstęp miał na celu tylko jedno – oddalenie w czasie paskudnego zadania, jakim jest zrecenzowanie „Going To Hell? Permission Granted!”. Powiem może tak: myślałem, że w ten sposób już mało kto gra… ponieważ metalcore już dawno wyszedł z mody! A jednak The Sixpounder to taki prawie książkowy przykład metalcore’a/new metalu – nazwijcie sobie to jak chcecie, ja tam swoje określenie na taką muzykę mam. Ja mogę nawet zdzierżyć zespoły „melodic death metalowe”, ale nie mogę dzierżyć muzyki The Sixpounder. Co z tego, że chłopaki silą się na granie pseudo-thrash’owych riffów, skoro i tak zaraz urozmaicą je melodyjnym refrenem. Pewnie, ma to groove i może nawet jakieś uderzenie to ma, ale ja niestety nie trawię tych dźwięków. Ta muzyka jest dla mnie zbyt słodka, zbyt mdła, zbyt ugrzeczniona, bym mógł ją wysoko ocenić. Posłuchajcie sobie „Crimson Skies” – ktoś chce tu zawojować Vivę, żeby przed ich klipem prezenter w różowym blezerku mówił „A teraz coś dla fanów ciężkich brzmień, a zaraz po teledysku The Sixpounder zapraszam na nowy przebój Rhianny…”. Na drugi singiel w Vivie puściłbym jednak „A heartbeat”, gdyż jest taki ładny, że można go puszczać w gimnazjum na dyskotece. Kurwa, śliczna ballada, po prostu śliczna. Jak dla mnie to ten gniew zespołu jest udawany, ostrza gitar, które powinny ciąć skórę do kości są tępe niczym plastikowe sztućce na urodzinach siedmiolatka a cała płyta jest po prostu kiepska. Ale najgorsze jest to, że chłopcy koszą same dobre oceny w „metalowych” mediach. Dlaczego? Bo ładna okładka, świetna produkcja? Gówno tam. Dla mnie ta muzyka nie ma jaj. A znam kilku takich, którzy za cover Slayera po prostu by chłopakom obili ryła (swoją drogą, czyż to nie przypadek, że wybrano numer, który można było zobaczyć swego czasu nawet i na rzeczonej Vivie?). I jeszcze długo mógłbym się pastwić nad tym albumem, ale mam inne rzeczy do roboty.

Propozycja dla zespołu: chcecie tytułowej podróży do piekła? Kupcie sobie płytę Grave Desecrator. Jak już się obsracie to dajcie sobie spokój z tym całym „mocnym graniem”. Na pewno jesteście mili, zawojujecie świat w inny sposób. A przypadkowi recenzenci nie będę musieli tracić czas na zespoły jak Wasze. Z poważaniem.

Ocena: 3/10

Tracklist:

01. Going To Hell
02. Plastic Bag
03. An Ode To Murder By John Doe
04. Crimson Skies
05. Last True Cowboy Manifesto
06. Creation: 1
07. Mimic
08. For Those Who Betrayed
09. A Heartbeat
10. The Moment Of Triumph
11. Stephanie
12. …Permission Granted
13. Bloodline (Slayer cover)

Autor

11177 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

20 komentarzy

  • A ty jestes jakas tepa ciota… Pewnie sam rijany sluchasz skoro tak sie orientujesz frajerze…;p Pozdro i zdejmij klapki z oczu!

  • Czy to jakiś żart men? Jesteś pierdolonym trv, satan thrasherem i zabierasz się za muzę której nawet nie rozumiesz, bo to tru traszowe ścierwo jest tak zamknięte że szok. Recenzja też żałosna, zresztą jak i Ty. Daj sobie lepiej spokój. Jesteś zerem.

  • True metalowa strona zabiera się za recke nowo metalowego bandu. Super. Od teraz księgowi wykładają polonistykę na jagielońskim.

  • Typowe podejście jebanych true traszyków polaczków. Dostać w ryło- żal mi Ciebie gościu.

  • stary, wpadnij kiedyś na koncert Sixpoundera to zobaczysz co ta „grzeczna muzyka” potrafi zdziałać – zdecydowanie kopią dupy bardziej niż 99% thrash/black/death metalowych kapel, pzdr!

  • to na kiego chuja wylazłeś z nory i zrecenzowałeś płytę ze świata zewnętrznego. pełna żenia

  • Haha, panowie, czy to jakaś zorganizowana akcja??? Chyba takk, bo na pięć wpisów trzy pochodzą z jednego komputera. Czy macie problemy z czytaniem ze zrozumieniem? Jeśli tak, powtórzę specjalnie dla Was pierwszy akapit:

    „Gdybym wiedział od początku, że będę recenzował płytę takiego zespołu, pewnie grzecznie bym podziękował. Ale płyta do mnie trafiła, więc i zrecenzuję ją sumiennie, zgodnie z moim prywatnym, subiektywnym gustem muzycznym.”

    Pokażcie mi, które słowo jest tutaj niezrozumiałe. A teraz po kolei.

    Szanowny Zimny – uważam, że to nie wstyd słuchać Rhianny jeśli ktoś lubi. Ja nie lubię. Dla mnie jej muzyka jest miałka. Choć w piosence z Eminemem wyśpiewała bardzo ładną, wpadającą w ucho melodię. Tak jak The Sixpounder. Jednak, w przypadku obu tych wykonawców – szukam w muzyce czegoś innego. Klapki? Może mam, może nie. Wolę to nazywać „gustem” czy „upodobaniem”, ewentualnie „poglądami”. Pozdro!

    Szanowny jędry. Czy jestem tru traszowy? Dla try traszowców pewnie jestem pozerem, bo wpuściłem The Sixpounder do odtwarzacza. Dla tych z otwartym umysłem jestem tru traszerem z klapkami na oczach, bo nie lubię new metalu. C’est la vie, godzę się z tym. Czy recenzja bądź moja osoba są żałosne. Wyraziłeś swoje zdanie. Tak jak ja o krążku The Sixpounder. Z tym, że nie kojarzę, bym rzucał w mojej recenzji „argumentów” ad personam, jak Ty względem mnie. Dać sobie spokój? Dziękuję, raczej nie. Dobrze mi idzie. 🙂 Jestem zerem? Hmmm,kiedyś jeden pan do drugiego już coś podobnego powiedział, z tym, że zwrócił się do niego per pan. Ale on miał krztynę kultury. Ten który powiedział, oczywiście.

    Szanowny Jaco. Czy nasza strona jest true metalowa? True metalowiec nie czyta o muzyce w interencie, lecz na zatłuszczonych stronach papierowych zine’ów. Jeśli ktoś ma na tyle odwagi, by zatrudniać księgowego na stanowisko wykładowcy polonistyki na Jagiellońskim (o mojej Alma Mater proszę z dużej litery), to pogratulować. Nie pisałem do wydawcy „Proszę, przyślij mi płytę The Sixpounder, tak bardzo chcę ją przesłuchać i zjebać”. Sama przyszła. Nie spodobała się. To zjebałem.

    Szanowna owco. Jak już pisałem jędremu, nie wiem, czy ktoś uważa mnie za tre traszyka polaczka. Co do „traszyka” i „polaczka” w zasadzie się zgodzę. „Dostać w ryło”? Podejrzewam, że jestem jeszcze z tego przedziału wiekowego, że taka hipotetyczna sytuacja nie zdziwiłaby mnie. Za sprofanowanie Slayera? Dość prawdopodobne. I nie żałuj mnie proszę, jak już pisałem jędremu (znów) – czuję się dobrze i nie narzekam na finanse, poczucie czy pożycie na innych płaszczyznach.

    Szanowny Fuzzy. Jeśli kiedyś będę miał okazję wpaść na koncert The Sixpuondera, nieomieszkam. Zdarzało się już, że rewidowałem swoje poglądy względem jakiegoś zespołu po poznaniu się z ich muzyką na żywo. Nie wierzysz, sprawdź porównaj tą recenzję: http://chaosvault.com/recenzje/watain-lawless-darkness/ z tą relacją: http://chaosvault.com/relacje/reaping-death-tour-2010-europe-krakow-klub-loch-ness-17-10-2010/ i sam wyciągnij wnioski.

  • Do listy skarg i zażaleń dopisał się tigr. Szanowny tigr. Czytaj uważnie. To nie ja wylazłem z nory, by zrecenzować ten materiał. To listonosz zapukał do mojej nory z listem poleconym, na którym był wykaligrafowany mój adres. I jeśli ktoś podeśle mi kolejny album The Sixpounder również go zrecenzuję. Bo tym się zajmuje recenzent.

  • kolega słucha metalu na starym „jaminiku” co dostał na komunie i nic dziwnego że nie słyszy mocnego przyjebania i zajebistego albumu tylko same słodkości.. a najsłodsze są te kolorowe diody co mu świecą w rytm muzyki hehe 

  • Właśnie strasznie ubolewam, ale już takiego nie używam, choć tęsknie za nim strasznie. A teraz wybaczcie, chłopcy i dziewczęta, ale wychodzę do pracy i na Wasze ewentualne rozterki odpiszę około godziny 20. Tak więc, Legionie The Sixpoundera, będziecie musieli poczekać. Szkoda jedynie, że nie mogę rzeczowo porozmawiać z takim Jeremim K., który jako jedyny dał świadomy i trzeźwy komentarz na fejsbuku zespołu (pewnie, że sprawdziłem kto nam tak nabija oglądalność, hehe), tylko z ludźmi o mentalności kibica, jak śpiewał Kazik Staszewski (patrzcie, inna muza, a znam i lubię co gorsza), albo sPiSiałych wyznawców Rydzyka. Buziaczki.

  • Ty Oracle jesteś mega knotem:) Idz do lasu, znajdź sobie grubą gałąź i zakończ swój mizerny żywot. Nie sil sie na pseudo znawce muzyki bo kaleczysz rzemiosło. Ale tak to już bywa, jak komuś z graniem nie wyszło to się sili na krytyka z chuja wyciągniętego. Idź Ty sie knocie pałuj.

  • @Robert, powiesz mu to samo prosto w twarz? Następny internetowy wojownik. Znasz go, wiesz czy w ogóle próbował grać? Nie, ale jak chcesz, stereotyp za stereotyp : Jesteś co najwyżej 19-letnim pryszczatym, chudym i przygarbionym chłopcem, który znalazł sobie w metalu (czy raczej jego nowych, jakże odkrywczych i kopiących odmianach) swoją przystań. Chłopaki z osiedla chwilowo przestali bić, a może i dupę zarwiesz. Dziękuję za uwagę.

    Teraz tak. Oficjalnie i ostatecznie. Jesteśmy Wam „wdzięczni” za nabijanie nam statów i w zasadzie puszczaliśmy wszystkie komentarze, co widać powyżej, ale to koniec. Komentarze pokroju Demiro, czy tych trzech z jednego IP pod różnymi ksywami z niezmienionym meilem (chłopaczku nawet żałosny nie jesteś) będą kasowane. Chcecie dyskusji? To zacznijcie ją prowadzić.

     Jeśli dalej chcecie się koledzy spuszczać nad tym jak to kogoś jedziecie i jacy jesteście zajebiści i może nawet Was ktoś za to pochwali to róbcie to gdzie indziej. Zamiast napierdalać, weźcie się kurwa za coś bardziej sensownego. Proponowałbym na początku jebnąć się w te puste kacapie łby. Wszystkim, którzy z jakiegoś powodują czują, że chcą powtórzyć powyższe opinie prosto w twarz, zapraszam do Rzeszowa.  

  • A ja sie zgadzam z panem Oracle, nareszcie ktos szczerze napisal recenzje bez owijania w bawelne. Moze chlopaki koncertowo daja rade ale plyta jest taka sobie. Najbardziej irytuje mnie robienie sztucznego szumu: Sixpounder debiutuje! wow, co za kapela! Co za produkcja! A to zwykle rock’n’rollowe, troche metalowe PITU PITU a sama producja jest na dosc przecietnym poziomie.

  • Generalnie czytając to wszystko padłam ze śmiechu 😀 Świetna recenzja i świetna bitwa na komentarze 🙂
    Dawno się tak nie ubawiłam! 😀 😀 😀
    Pozdro dla wszystkich! 😀

    ps. ja akurat nu-melo-groove-metal-core bardzo lubię 😉

  • Ok, Robercie, wróciłem. Ef odgadł moje myśli. Zapraszam do Rzeszowa na rzeczową dyskusję w cztery oczy. Bo po kablu to sobie możemy bluzgać i bluzgać, a nie ma to jak konwersacja twarzą w twarz. Szkoda tylko, że zszargałeś nazwisko mojego ulubionego aktora. Wielka szkoda.

  • dear Oracle – powiedz mi jaka idea Ci przyswietala, by pisac recenzje Sixpoundera?
    W podtytule Waszego serwisu jest wymienionych kilka nurtow muzycznych, ale nie ma tam ani nu-metalu, ani core’a. A Ty im kurwa… (jak widze powyzej, mozemy sie tu wspierac bluzgami, bez obrazania :), no wiec Ty im kurwa zarzucasz, ze sie nie podobaja i graja lamerska muzyke z VIVY.

    To tak jakbym ja mial pisac recenzje filmu kostiumowego, niezaleznie od tego czy jest dobry aktorsko/rezysersko, ktorego to gatunku nienawidze. Tez bym dal 3/10 i nasmiewalbym sie, by puscili to na Hallmark.

    Jak Ci cos smierdzi, to nie ruszaj.. Nie piszesz recenzji Prince’a, Prodigy itp. W recenzji argumentujesz „upodobaniami” a nie argumentami zawodowego krytyka, dlatego kilka osob Cie zjechalo (niezaleznie czy bedziesz sie doszukiwal kopii IP). Wez sie ogarnij i pisz uczciwie recenzje, bo masz prawo rzygac Sixpounderem, ale szanuj ich. Nie musisz pluc na ich robote tylko dlatego, ze kilka utworow polubia 16-letnie dziewczynki.

  • Odpowiem ja,  bo Oracle ma zasłużony, bądź nie urlop.

    Pytasz jaka idea? Taka „Ale płyta do mnie trafiła, więc i zrecenzuję ją sumiennie” 

    Muzykę oceniasz zawsze subiektywnie. Weź sobie zespół, wokalistę, wokalistkę która Ci się nie podoba i nie trawisz jej. Zjebiesz ją z góry na dół, kompletnie nie patrząc na to jakie mają umiejętności, brzmienie itd. Nie bądźmy więc bardziej świeci od papieża. 

    Ja się tak zastanawiam, czy zespół słał płytę do papierzaków (nie liczę 7 gatesa, bo recenzję widziałem, ale tam wszyscy dostają ostatnio 777/666) i wtedy by się okazało, że nieco mniej przychylnych recenzji jest. Zespół jak widać ma swój prężnie działający fanklub i okej. Nam to kompletnie wisi, co nie zmienia faktu, że nam się ta muzyka nie podoba i po to mamy te łamy, żeby o tym napisać.

    Albo co by to było, gdyby The Sixpounder funkcjonował w czasach Wolfpacka. 

  • To niby tak ma dzisiaj brzmieć „metal”? Co wy tam wiecie, za młode dupy jesteście…. Pop i tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *