The Grotesquery „Tales Of The Coffin Born”

Wydawca: Cyclone Empire Records

Nie ja miałem pisać tą recenzję, niestety porównując tempo pracy niedoszłego autora i Roggi Johnsona, obawiam się, że o „Tales Of The Coffin Born” czytalibyście w momencie, w którym The Grotesquery wydawałoby swój dwunasty album.

Ale nie narzekam, że to mnie przypadło w spadku skreślenie kilku słów na temat debiutu The Grotesquery – nowego zespołu wspomnianego wyżej Roggi i Kama Lee. Gdy spiknęli się oni ostatni raz i sprokurowali album Bone Grawer pozamiatali mą jak dozorca Popiołek podwórko na Złotej. Co natomiast gra The Grotesquery? No oczywiści, że new metal z symfonicznym zacięciem i elementami folku. Uwierzyliście? To czym prędzej zmieńcie portal na inny. Wszak każdy normalny metal wie, że Rogga Johnson = death metal. Z tym, że pod różnymi postaciami. Na „Tales Of The Coffin Born” znajduje się zaś death metal w jego raczej ortodoksyjnej odmianie, zakorzenionej we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, bazując na dokonaniach sceny europejskiej z tamtego okresu. Czyli niekoniecznie stawiamy tu na szybkość (chociaż i tej nie brakuje), a raczej na „klymat” i „atmosfere”. W przypadku The Grotesquery rozumiemy przez nią głównie masywne, złowieszcze zwolnienia, zimną produkcję i prostotę przekazu. Bez zbędnej filozofii, jedyną intencją kapeli jest napierdalanie wykurwnego death metalu. Przyznam, że „Tales Of The Coffin Born” wzięło mnie, to mimo wszystko krążek Bone Gnawer bardziej do mnie przemówił („mocniej tą banią napierdalaj!” – o, tak mi powiedział). Oczywiście te dwa albumy różnią się od siebie stylistycznie, ale „Tales From The Coffin Born” od „Feast of Flesh” bardzo nie odstaje jakościowo. Co jeszcze? Pomiędzy utwory poupychano różne mówione fragmenty, bo „Tales Of The Coffin Born” to ponoć pierwszy death metalowy koncept album w historii. Ja tam się tym nie podniecam, ale jeśli ma to spowodować, że ktoś sięgnie po propozycję The Grotesquery to proszę bardzo. Zdecydowanie nie jest to album dla miłośników techniki, ale dla maniaków Asphyx, Grave czy nawet Unleashed jak najbardziej.

The Grotesquery zafundowało nam wycieczkę do głębokich lat dziewięćdziesiątych, a z uwagi, że muzycy już wtedy byli doskonale znani na scenie, do jakości nie można mieć zastrzeżeń. Dobra propozycja.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Coffin Birth
2. This Morbid Child
3. That Thing Which Lurks in Shadows
4. Necromantic Ways
5. The Terrible Old Man
6. Sins of His Father
7. Spirits of the Dead
8. Nightmares Made Flesh
9. Sepulcher Macabre
10. Fall of the House of Grotesque
Autor

10681 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *