The Final Harvest „The End”

Wydawca: Cyclone Empire Records

„Gdy Cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, nie tracę zmysłów, kiedy Cię zobaczę (…) Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu W myśli Twojego odnowić obrazu…” Nie, nie uczę się do matury, szczęśliwie mam ją już od kilku lat za sobą.

Strofy te po prostu same mi się nasunęły na myśl podczas słuchania płyty The Final Harvest. Dlaczegóż? A bo krążków takich jak „The End” jest na pęczki. Rasowy death/thrash z lekkimi naleciałościami core’a, zaś całość ma nienaganną aparycję. Czyli dobre brzmienie, poprawne kompozycje, agresja połączona z szybkością. Ale im dłużej słucham „The End” tym bardziej zlewa mi się ona w „bezkształtną bryłę”, że posłużę się cytatem z Romka Kostrzewskiego. Bo i co z tego, że podczas seansu z muzyką Finów można sobie tupać wesoło, główka się kiwa człowiekowi do rytmu, skoro w sekundę po ostatnim dźwięku nie pamięta się nic. Nie wiem, może panowie koncertowo wypadają lepiej, bo muzyka z „The End” wydaje się stworzona do grania na żywca, kiedy to można ponapieprzać się w tłumie i kilka piwek chlapnąć do tego, ale niestety z albumu jako takiego nie ma większego pożytku. Albo może inaczej – można sobie zapuścić The Final Harvest jako akompaniament do zmywania naczyń, skrobania kartofelków czy ścierania kurzów. Tak więc Finowie sobie grają, a ja sobie z Ludwikiem w dłoni zmywam po obiedzie i wszyscy są zadowoleni. Widzicie, o „The End” nie można nawet wiele więcej powiedzieć, by nie popaść w kopiowania innych recenzji. Tak więc nie kombinuję już i przechodzę już do finału tej jakże błyskotliwej recenzji.

Zacząłem Adasiem, to i parafrazą wieszcza zakończę. „Było w Finlandii cymbalistów wielu…”, zaś The Final Harvest było jako i oni – raczej rzemieślnicy niż wirtuozi, na pewno żadne tam Jankiele.

Ocena: 5,75/10

Tracklist:

1. The Beginning of the End
2. Purgatory
3. Wheel of Misfortune
4. Bloodgod
5. Obidience
6. Warrior Song
7. Messiah
8. Bleeding
9. Attack
10. The End
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *