The Few Against Many “Sot”

Wydawca: Pulverised Records

Usystematyzujmy. Ich jest kilku przeciwko wielu. Ja jestem Milijon. Bo za miliony cierpię…

Powodem mych katuszy jest debiutancki krążek The Few Against Many, nazwany tajemniczo „Sot”. Niektórzy dziwić się mogą, że taki cienias jestem i od razu cierpię. Bo i zespół złożony z cenionych muzyków i okładka Dana Seagrave’a i wytwórnia nie byle jaka… I death metal łupią! No to już spieszę naprostować, bo to tak będzie jak z tym kawałem o rozdawaniu rowerów na Placu Czerwonym. Macierzyste kapele muzyków z The Few Against Many nie interesują mnie ani trochę. Okładka Seagrave’a również mi się nie podoba, jest jedną z jego najmniej udanych prac, pewnie goście jakiś odrzut dostali na front cover. Pulverised Records to label dobry, jednak ostatnimi czasy wydaje kapele, które pozostawiają sporo do życzenia. Zaś muzyka zawarta na „Sot” to „death” metal, ale melodyjny. Tak – jestem uprzedzony, ale z umiarem, bo czasem trafi się taka kapelka, którą potrafię docenić. Ale The Few Against Many bynajmniej nią nie jest. Niby są tu brutalniejsze patenty, ale momentalnie rozmywane przez tragicznie melodyjnie klawiszowe pasaże. Numery takie jak „Blod” czy „Skapelsens Sorti” są tak słodkie, że język staje kołkiem, a zęby bolą wraz z dziąsłami i podniebieniem. Do tego dochodzą orkiestracje, pasujące tutaj jak Urban do „Gościa Niedzielnego”. Pomimo że na „Sot” utrzymane są w większości szybkie tempa, to agresja jakaś taka plastikowa jest i w ogóle nie ma to dla mnie pierdolnięcia – warunku sine qua non death metalowej płyty. Z death metalem to łącza ich chyba jedynie growle i brzmienie. Choć i ono jest sztuczne. No i kilka poślednich czynników, ale na pewno nie muzyka jako taka.

Sot” prezentuje wszystko to, co zabija ducha prawdziwego death metalu – klawisze, słodkie melodie, brak agresji. Króko mówiąc: ubożuchno tutaj.

Ocena: 3,75/10

Tracklist:

1. Hädanfärd
2. Bränd Mark
3. Blod
4. Skapelsens Sorti
5. Sot
6. Abider
7. Heresi
8. One with the Shadow
Autor

12473 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *