Testament „Dark Roots of Earth”

Wydawca: Nuclear Blast Records

Na ten krążek czekały całe zastępy fanów. I tych, którzy thrash metalu zaczęli słuchać jeszcze po wydaniu ostatniego albumu Testament, jak i ci, którzy słuchają ich trochę dłużej.

Sam osobiście nie słyszałem ostatniego dokonania zespołu – wciąż… Ale zdania na jego temat są podzielone, podobnie jak na temat „Dark Roots Of Earth”. Jak dla mnie, to niespodzianki nie ma – Testament nagrał bardzo dobry krążek, choć na pewno nie najlepszy w swojej dyskografii. Zdecydowanie można o nim powiedzieć, iż jest utrzymany w stylu Testament, zwłaszcza jeśli zasłuchujecie się w „Souls Of Black”, „Practise What You Preach” czyli ogólnie, środkowym okresie twórczości. Na najnowszej propozycji kompanii Chucka znajdziemy oczywiście kawałki lepsze („True American Hate”, „Rise Up” czy „Native Blood”) oraz takie, które już nie świecą takim blaskiem, jak choćby numer tytułowy, czy na poły balladowy „Cold Embrace”. pomimo tego, że zespół nie nagrał powtórnie swojego debiutu lub „The Gathering”, jak chciałoby zapewne 95% thrashersów, to „Dark Roots Of Earth” słucha się naprawdę nieźle, ani przez moment nie ma się wrażenia, że Testament wypstrykał się z pomysłów, jak nagrać dobry thrash metalowy krążek, przytrzymać starych fanów i zaskarbić sobie sympatię nowych. Czy ktoś nazwie tę płytę zachowawczą? Na pewno, ale w zasadzie po co – skoro słuchanie jej sprawia przyjemność? Równocześnie uważam za bezsensowne opisywanie w tej recenzji, jakie zajebiste solówki wycina Skolnick, albo jak świetnie śpiewa Billy – kurwa, to jest Testament, nie może być inaczej!

Uważam, że niniejszą recenzją bynajmniej nie skrzywdziłem, ani fanów Testament, ani zespołu (jakby się przejmowali recenzjami w zaszczanym Chaos Vault, haha!). Siebie samego również nie skrzywdziłem wydając pieniądze na ten krążek, więc wszyscy powinni być zadowoleni.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Rise Up
2. Native Blood
3. Dark Roots of Earth
4. True American Hate
5. A Day in the Death
6. Cold Embrace
7. Man Kills Mankind
8. Throne of Thorns
9. Last Stand for Independence

 

Autor

9992 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Czadowy album, który często katowałam latem. Świetna muza na rower czy do posłuchania w domu albo w podróży. Riffy i solówki po prostu niszczą. „True American Hate” można słuchać bez końca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *