Terrordome „Shit Fuck Kill”

Kraków to ma szczęście. Przez wieki był siedzibą władców Polski, kulturalną i naukową stolicą kraju. Ponadto ja tam się urodziłem. Jakby jeszcze mało plusów było na koncie grodu Kraka, to ma ono całkiem silną scenę metalową, a jednym z jej reprezentantów jest Terrordome.

Od kilku dni mam przyjemność obcowania z ostatnim dziełem Krakowian, zatytułowanym niewinnie „Shit Fuck Kill”. Nieprawdaż, że słodko? Ale niechybnie ten bezpardonowy tytuł nie został użyty w odniesieniu do epki Terrordome na chybił – trafił. Nie, powiem Wam, że wydaje mi się, iż zamierzeniem chłopaków było, by ów bezpośredni tytuł był zwiastunem tego, co nas czeka po zetknięciu się z muzyką. I chyba się nie mylę, bo gdy tylko przeleciało intro to dostałem po uszach takim intensywnym thrashem, że spadłem z dywanu na podłogę i wcisnęło mnie między fugi. Uch, to był cios! Pasowałoby w tym miejscu uściślić, o jakiego rodzaju thrash metalu mowa. Jest to bowiem swoista mieszanka, chwilami śmierdzącego „Endless Pain”, „Pleasure To Kill”, szczyptę amerykańskiej szkoły i dużą dozę wpływów starej szkoły hard core/punk. W efekcie tego wychodzi agresywna i bijąca po pysku muzyka w stylu Suicidal Tendencies czy Stormtroopers Of Death, tylko w jeszcze mocniejszej formie. Ona naprawdę powala na glebę, dawno nie słyszałem takiej energetyzującej petardy w wykonaniu polskiego, młodego zespołu. Młodego, bo wydaje mi się, że „Shit Fuck Kill” jest pierwszym materiałem kapeli z Krakowa, lub jego okolic – dokładnie nie wiem. Ale owego krótkiego stażu nie słychać w przypadku Terrordome, no może poza młodzieńczą agresją i bezczelnością. Niewiele ponad dwuminutowe kawałki (a w przyszłości utworu „Fuckbody” – półminutowy) potęgują poziom wkurwienia i jadu, niczym atmosfera w polskiej polityce przed wyborami. Tylko, że w przypadku Terrordome nie powodują u mnie niesmaku te ich wszystkie ciosy tu i ówdzie, czy wulgaryzmy wszelkiego rodzaju. Drażni mnie jedynie wokal, to znaczy jego brzmienie, bo same warunki gardłowe śpiewaka są okej. Jest on trochę za bardzo schowany za gitary, ale mam wrażenie, że jest to planowe. Zresztą, przy takiej sieczce szybko przechodzi się nad tym do porządku dziennego i powoduje miłe wrażenie, jakby „Shit Fuck Kill” zostało nagrane na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.

W mordę, na sam koniec wyszło to wszystko trochę surowo z mojej strony, ale aby nie pozostawiać takiego wrażenia powiem, że całość jest co najmniej niezła. Zachęcam więc Was do zapoznania się z „Shit Fuck Kill”, bo ta epka rozniesie Was w PiSdu. I wcale nie przesadzam, a Wy macie o tyle ułatwione zadanie, że zespół umieścił krążek na swojej stronie internetowej – nie musicie więc ruszać dupy z domowego zacisza, by pozamiatało w waszym odtwarzaczu.

Ocena: 5/6

Tracklist:

1. Advancing Constantly (Prelude To Terror)
2. Sickness Among Us
3. Boiling Dogsblood
4. Fuckbody
5. Worry Yourself To Death
6. Madcap Terror
7. Occupation Son
8. Goddamn Asskicking Well


Autor

10086 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *