Terrorama „Genocide”

Wydawca: To The Death Records

Ni stąd ni zowąd znalazłem w skrzynce przesyłkę z nowym krążkiem Terrorama. Co bardzo mie ucieszyło, nie będę się z tym krył.

Jak mi się wydaje, jest to koncept album, dotyczący tytułowego ludobójstwa na przestrzeni wieków. Booklet pełen jest zdjęć ofiar, a także takich majstrów machiny śmierci jak Stalin, Hitler, Pinochet, Iwan Groźny, więc sugeruję wdrożyć to w program nauczania, hehe… Oczywiście wraz z podkładem muzycznym, jaki stanowi tu ognista mieszanka death, thrash i black metalu. Kurwa! Terrorama zapierdala jak messerschmity, riffy sypią się jak kule z uzi, melodie zaś są ostre jak drut kolczasty w Auschwitz. Zwolnienia trafiają się bardzo rzadko, zazwyczaj trwają kilkanaście sekund i tak naprawdę, nie można powiedzieć i tak, że wówczas Terrorama gra wolno – co najwyżej bardziej stonowanie, jak w „Conceived in Abhorrence” czy „Holodomor”. Po odsłuchaniu krążku Szwedów mam bowiem wrażenie, że prędkość to jeden z ich atutów, zwłaszcza w połączeniu z bezkompromisowością. Czasem kojarzy mi się to z naszym Voidhanger, kiedy indziej z Marduk lub Angelcorpse – to dla tych, którzy nigdy nie słyszeli muzyki Terrorama. Oczywiście, nie muszę dodawać, że jeśli tacy są, to powinni nadrobić braki, moim zdaniem – i to szybko. I poczuć na swoich własnych dupach bezlitosne uderzenia bicza, tak jak czuję teraz to ja za sprawą „Genocide”.

No świetny jest ten krążek, cholernie jadowity, rypiący razami po pysku i patrzący czy puchnie równo i jak szybko. A puchnie szybko.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Superbia
2. Inanimate Omen
3. Traitors of the Motherland (Gulag)
4. Conceived in Abhorrence
5. Genocide
6. Coronation in the Scorched Land
7. Cerebral Oviposition
8. Holodomor
Autor

12015 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje od kuców znajomości czegokolwiek poza używaniem gitary, bębnów i łojeniem wódki, ale cholera, jeśli już zabierają się za takie tematy, mogliby wiedzieć, że Pinochet był spoko gościem i zestawiać go z jakimiś lewackimi siepaczami z Jewropy to tak nie bardzo. Natomiast okładka mnie roztentegowała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *