Terrifier „Metal or Death”

Terrifier Metal or DeathKanadyjski Terrifier był znany przez kilka lat jako Skull Hammer, ale nie wiedzieć czemu porzucili stary szyld i zaczęli tworzyć pod obecną nazwą. Póki co – jedyne co stworzyli to debiutancka EPka „Metal or Death”.

Faktycznie, innego wyboru tutaj nie ma. Ściślej – przyszło nam wybierać między thrash metalem lub końcem żywota. Ja bym jeszcze pożył, więc wybieram bramkę numer jeden. A w niej kosz inspiracji – Metallica, Artillery, Forbidden czy Flotsam and Jetsam. Bardzo dobre nazwy – wykonanie z kolei dobre co najwyżej. To znaczy, ja już mam po prostu przesyt tych wszystkich thrash metalowych kapel, ale po tych kolesiach widzę przynajmniej, że mogliby być przynajmniej starszymi braćmi (lub bardzo młodymi rodzicami) dzisiejszych thrash metalowych zastępów, które i tak już się kruszą lekko moim zdaniem. „Metal or Death” to tylko trzy numery, więc specjalnie nie męczą – ba, jest całkiem w porządku, jednak po wszystkim nie wiele w pamięci zostaje, może poza początkiem tytułowego numeru, który zalatuje mi bardzo mocno riffowaniem zaczerpniętym z „One” – na pewno wszyscy wiecie, z którego momentu.

Terrifier to dobrzy rzemieślnicy, a pewnie i na żywo ta muzyka zyskuje rumieńców. Póki co jest w porządku, ale bez ekstatycznej ejakulacji, której owoc przykryłby naszywki przeciętnego kataniarza.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Metal or Death  
2. Infernal Overdrive  
3. Wretched Damnation
Autor

11244 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *