Tenebrae „Three Unholy Voices of Obscurity

 

Wydawca: Triumf Prod.

Pierwszy odsłuch tego krążka nie przyniósł żadnych specjalnych rewelacji. Fakt – odbyło się to jednym uchem i w trakcie robienia tysiąca pięciuset innych rzeczy. Tłumaczę się, bo kolejne odsłuchy pokazały, że ten trójgłos Tenebrae jest jak najbardziej wart uwagi.

 

Na moje prywatne ucho płyta ta była nagrywana w czasie trzech różnych sesji nagraniowych, albo pan odpowiedzialny za Tenebrae chciał osiągnąć takie efekt. I osiągnął moi drodzy parafianie. Zaczyna się od intro, które mi akurat niespecjalnie podeszło, ot takie kuglarskie tworzenie klimatu, poprzez samplowane dziwy. Kolejne dwa utwory, to jednak to co misie lubią najbardziej. Niezmiernie proste w swojej wymowie, ale jakże sugestywne dźwieki taplające się w agresji, obskurności tego i tamtego świata. Ja wiem, że takie pseudoliterackie wynurzenia, które próbują oddać klimat danej płyty, wzbudzają często uśmiech politowania, ale mam to w dupie. Jest tak i chuj. Tak to właśnie nastraja mnie ten krążek. Co prawda w niektórych miejscach ta prostota (mowa tu o dwóch pierwszych wałkach po intro), jest aż za banalna i brzmi trochę śmiesznie i„na siłę”, ale potem jest już tylko lepiej. Im dalej w ten krążek, tym atmosfera staje się bardziej duszna, nieludzka, obskurna  – można by powiedzieć. Nie wiem czemu, ale skojarzenia moje biegną w stronę soundtracka z bliżej nieokreślonego horroru azjatyckiego, lub też  bardziej – snuff movie. To chyba wiele Państwo może powiedzieć o klimacie. Druga część płyty zdecydowania lepsza. Tenebrae stawia na różnego rodzaju przeszkadzajki, które czynią klimat muzyki jeszcze bardziej nieludzkim. Do tego wokal, który dopełnia całości. Chora płyta i dlatego tak mi się podoba.

 

To nie jest płyta dla normalnych ludzi. Ba, ja nawet twierdzę, że sporo metalowców uznających się za extreme people, najzwyczajniej w świecie się jej przestraszy. To krążek dla wszelkiego rodzaju umysłowych patologów. Warto na koniec dodać, że to nie jest specjalnie nowy materiał, bo jeśli dobrze odcyfrowałem, to pochodzi on z 2005 roku. Nie wiem czy Deus Volphen jeszcze żyje, ale jeśli tak : stary, gratulacje – jesteś pierdolnięty, a takich ludzi nam w blacku metalu trzeba.

Ocena: 8/10

Tracklist:

01. Intro
02. Jesus Killer
03. Out of the Dungeons…
04. Outro
05. Evokation
06. Blood in my Dream
07. Unholy Voices from the Black Abyss of hell

Autor

3552 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

4 komentarze

  • Przecież to jest kompilacja starych kawałków pochodząca z trzech różnych sesji, więc nie ma co się dziwić, że są różnice w brzmieniu.

  • No faktycznie zdziwienia nie ma, ale pewna niekompetencja jest, przecież łatwo można sprawdzić co to za wydawnictwo, dlaczego są takie różnice w brzmieniu etc. „Na moje prywatne ucho płyta ta była nagrywana w czasie trzech różnych sesji nagraniowych, albo pan odpowiedzialny za Tenebrae chciał osiągnąć takie efekt.” brzmi trochę śmiesznie, bo recenzent w zasadzie nie ma pojęcia co recenzuje, patrzy na tą kompilację jak na album, którym ten CD nie jest. Oczywiście zaraz posypią się pewnie jakieś teksty, ale mało mnie to obchodzi, po prostu zwracam uwagę, że czasami warto przyjrzeć się recenzowanym materiałom bardziej wnikliwie, żeby później ktoś taki jak ja nie czepiał się.

  • Po pierwsze, ja wiem czy brzmi to śmiesznie? Raczej daje informacje o trzech różnych sesjach, albo zamierzonym efekcie;]

    Po drugie. Wiesz, czasem naprawdę brakuje czasu na wnikliwe badanie czy to jedna płyta, czy nagrywana była tu, część tam, inna tam. Dziennie słucham naprawdę mnóstwo rzeczy, które do nas przychodzi, a dodatkowo też nie utrzymuję się samym powietrzem, więc czasu brak na wszystko. Na płycie w zasadzie informacji o tym brak (poza oddzieleniem utworów, które może znaczyć wiele), a wydawca wspomniał mi w meilu po recenzji o tym. I nie zauważyłem, żebym patrzył jak na album, album – koncept czy zwał jak zwał.

    W tym wypadku liczy się dla mnie zawartość, która jest zajebista i tyle. Niezależnie od tego, czy to składak, czy nie. Do każdej płyty podchodzę indywidualnie, tak samo i do tej. I mówisz tak, jakby to był Twój album i żądał wręcz zainteresowania, he he. A tak poważniej – to otwarty łebzin, więc każdy może krytykować. Nam to nie przeszkadza;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *