Temtris „Enter the Asylum”

Temtris Enter the AsylumWydawca: Battlegod Records

Nazwa kojarzy mi się oczywiście z grą. No ale tam był tetris a tu jest Temtris. Skoro jednak już weszliśmy na taki tok skojarzeń – słuchając „Enter the Asylum” najchętniej wziąłbym swoje klocki do mojej własnej bawialni, bo tutaj to ja nie mam czego słuchać.

Temtris to australijska grupa, która stwierdziła, że: po pierwsze będzie grała heavy metal, po drugie na wokal wrzuci sobie babeczkę, po trzecie żeby zdobyć więcej popularności muszą wsadzać w swoją muzykę więcej melodii, po czwarte oczywiście wiadomo, że nie ma dobrego heavy jeśli gdzieś nie wepchnie się jakichś klawiszy. A wyszło jak zwykle, czyli tragicznie. Laska, która dzierży mikrofon nie jest stworzoną wokalistką jak na moje ucho. Chwilami śpiewa nieczysto, bardziej wyje do mikrofonu niż rzeczywiście śpiewa. A chciałaby chyba być takim Halfordem w spódnicy na moje ucho. Zresztą cała kapela na pewno dużo słuchała Judas Priest, tylko nie potrzebnie dojebała do tych inspiracji tyle melodii. W zasadzie to jest ich tyle, że ten materiał brzmi kiepsko. Po prostu kiepsko. Z tego może byłby fajny US power metal, ale przy tym co tu się odjaniepawla – nigdy nie będzie, do tego ta laska tak działa mi na nerwy tym swoim śpiewem, że szkoda słów. Z klasycznych jeszcze grzechów kiepskich kapel heavy metalowych: oczywiście musi tu być quasi-ballada, gdzie jeszcze bardziej słychać niedociągnięcia wokalne. No i długość krążka – oczywiście musieli tu upchać tyle, że nosem wychodzi. Kurwa, po co takie płyty się wydaje i kto ma interes topić swoje pieniądze? Ale ten gość co stoi za Battlegod Records to chyba naprawdę nie wie, co robić z kasą, bo zdecydowana większość albumów z tej stajni jest co najwyżej przeciętnych.

Ja zmarnowałem na ten album cztery godziny i już nigdy tego nie powtórzę. Was przestrzegam, bo leży mi na sercu Wasze dobro. Bo wiem, że dobro powraca i kiedyś mój dobry uczynek obróci się na korzyść dla mnie. A więc: spuśćcie Temtris w kiblu i kupcie sobie coś wartościowego.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. R.A.M. (Random Access Memory)
2. Enter the Asylum
3. Mind Games
4. The Summoning
5. Break the Skin
6. Darkness Falling
7. Too Deep
8. Empty Room
9. Night Stalker
10. Seasons of Decay
11. Lament
12. Phoenix
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *