Sznur „Sznur”

Wydawca: Hell is Here Productions

I oto mamy do czynienia z kolejnym tworem na polskiej scenie, który para się black metalem. Mówią, że od przybytku głowa nie boli, więc sprawdźmy czy z nadmiarem kapel polska scena sama na siebie nie kręci – nomen omen – sznura.

Bo i kapela nazywa się właśnie Sznur, a tworzona jest przez Setha, znanego między innymi z Moontower. Debiutancki materiał również został zatytułowany „Sznur”, więc od razu odciąża to moją pamięć. Muzycznie, po powyższym wstępie, nie powinno być w zasadzie żadnych zaskoczeń: surowy black metal. Gdzieś tam trącą echa DSBM, ale tak do końca nie mogę przyłatać Sznurowi tej kliszy. Mylić się też będą ci, którzy na „Sznurze” szukają muzyki bliskiej do Moontower – akurat tutaj w mojej opinii mamy lekki skręt w stronę bardziej introwertycznej, czasem rytualnej odmiany black metalu. Pewnie jeśli zarzuciłbym takimi nazwami jak wczesne Deathspell Omega, Urfaust to chyba byłbym bliższy prawdy. Równocześnie cały czas czuć, że korzeniami ta muzyka tkwi głęboko w klasycznym black metalu z Norwegii w stylu wczesnego Darkthrone. Do tego polskie teksty – ale nie bójcie się, nie ma żenady i grymasu politowania, bo w zasadzie lirycznie całość odpowiada sferze muzycznej – jest ponuro, jest wisielczo (no raczej, z takim szyldem). Od całości lekko wybija się ostatni utwór „Blizny” – wolniejszy z początku, z pulsującym basem, utrzymany jakby w bardziej doomowo – psychodelicznej stylistyce, czyli coś do czego przyzwyczaiła nas między innymi Paria. Chyba najbardziej siedzi mi ta właśnie kompozycja i jeśli kolejny materiał będzie utrzymany w zbliżonym klimacie, ja naprawdę się nie obrażę.

Słucha się tego Sznura naprawdę z przyjemnością (choć nie wiem czy o to chodziło twórcy), a dodatkowym plusem jest niezła produkcja i nawet aparat perkusyjny mi nie przeszkadza. Mogę więc i Wam polecić ten hord.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Nokturn     
2. Co się stanie    
3. Sznur i lustro    
4. Pólnoc    
5. Tobmetze    
6. Blizny
Autor

9678 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *